Twój dom to teraz baza rakietowa
Mieszkający w Londymie kolega, dziennikarz, najprawdopodobniej zostanie niedługo eksmitowany. Nie żeby skłotował czy coś, wręcz odwrotnie – umiarkowanie się szanuje i pracuje dla dyskusyjnej proweniencji serwisów informacyjnych więc stać go na czynsz.
Miał on czelność upublicznić informację o tym że na terenie jego osiedla z okazji olimpiady zamontowana zostanie przenośna wyrzutnia rakiet [1,2]. Później jeszcze wypowiadał się na ten temat dla mediów. Chociaż ciężko określić, może miarka przebrała się kiedy opublikował nagranie z niechronionymi wyrzutniami leżącymi sobie na osiedlu?.
Swoją drogą biorąc pod uwagę że Wielka Brytania jeszcze do niedawna uczestniczyła w działaniach wojennych w dwóch krajach, jak to się ma do zarzutów że partyzanci ostrzeliwują ich z budynków mieszkalnych albo kryją się w szpilach, szkołach, przedszkolach, na weselach, w kościołach/meczetach (ostatnio nie zbombardowane skreślić)?
Lokalne wizje na komendzie
Byłem dziś na przesłuchaniu jako podejrzany o popełnienie wykroczenia poprzez udział w “zbiegowisku” w obronie Elby.
Zaczęliśmy od trudnej relacji – ku mojemu zaskoczeniu rzeczywiście przekazano mój telefon w którym zaraz po otrzymaniu wezwania spontanicznie sugerowałem bliżej nieokreślonej policji pod wskazanym numerem żeby raczyła zapoznać się z wyrokiem odnośnie demonstracji spontanicznych i nie próbowała nas penalizować wbrew duchowi wyznawanego przez nich prawa. Wbrew pozorom powstrzymałem się wtedy od słów powszechnie uważanych za obelżywe. Niemniej nie zdążyłem, zgodnie z zapowiedzią, wydrukować podstawy prawnej moich wynurzeń żeby je dziś przedstawić, tak więc policja pozostaje w mroku. Warto zauważyć że moją ponawianą sugestie że mam na pendrivie stosownego pdfa zostały zbyte milczeniem, nie wiem czy to przejaw (rozsądnej) procedury, rozsądku, czy jakiejś mojej teczki…
Niemniej Pani aspirant była gotowa odpuścić mi puste obietnice, pendriva i pół godzinne spóźnienie, nie podzieliła natomiast mojego entuzjazmu jeśli chodzi o przesłuchania. Przy pierwszej serii pytań odpowiadała dość zdawkowo, chociaż merytorycznie. Udało się ustalić między innymi, czego nie potrafili wydusić policjanci przyłapani na gorącym uczynku, że akcją jednak ktoś dowodził i najwyraźniej był to młodszy inspektor “komisarz” Zalesiński, a na miejscu był też każdy okoliczny komendant (w tym momencie odniosłem wrażenie że pod Elbą walczyliśmy z policyjnym flashmobem). W każdym bądź razie pozyskane w ten sposób zeznania skrupulatnie zanotowałem w swoim mały a’la policyjnym notesiku ku pewnej konsternacji drugiej strony.
Stan ten jednak nie trwała długo, aspirant przejęła inicjatywę przystępując do procedury. W równie sprawnej kontrze szybko zepsułem zabawę oświadczają że jedyne co mogę zeznać to że odmawiam składania jakichkolwiek zeznań łącznie z tym czy uważam się za winnego czy nie. O ile pierwsza część została zaakceptowana ostatnia była najwyraźniej zupełnie nietaktowa i wymagała osobnej adnotacji na formularzu. Faux pass okazało się też samowolne skreślenie pustych pól których pani aspirant nie raczyła sama skreślić. Co ciekawe znacznie mniejszy opór wywołało dołączenie do zeznań uwagi że żądam ukarania dowodzących nielegalną eksmisją i próbą rozbicia legalnej demonstracji.
We wzruszająco nostalgicznym flashbacku dowiedziałem się też że pani aspirant była dzielnicową kiedy jeszcze istniała Fabryka, to nagranie nie prezentuje jakichkolwiek odstępstw od procedury, a kopanie dziewczyny w ciąży w ogóle nie miało miejsca bo mnie tam nie było.
Podsumowując;
kolejne wezwania, kolejne przesłuchania.
Powyższe to wezwanie które przyszło na mój adres zameldowania. Policja postanowiła mnie ścigać za udział w demonstracji przeciw ich nielegalnej działalności którą z kolei nielegalnie próbowali rozbić. To pomimo że według rzecznika policji nie odbywała się tam żadna interwencja. Co więcej nikt z pośród kilkudziesięciu policjantów i policjantek których o to prosiłem nie był w stanie wskazać mi dowódcy akcji i wszyscy odmówili wylegitymowania się lub podania podstawy prawnej interwencji.
Za kolejną akcję wezwania jeszcze nie dostałem ale nie wątpię że dostane. Tydzień później pod skłotem Przychodnia policja już zgrzeczniała ale ‘szpila’ ta sama; ponownie policja planowo zatrzymywała jedną lub dwie “najbardziej agresywne osoby” które wylosowała z tłumu oraz odprowadzała w miarę możliwości pod kamerami “rannego funkcjonariusza”, w miarę możliwości oczywiście ładną, drobną, kobietę. Pechowo stałem przy dwóch “najbardziej agresywnych” na których znienacka rzucili się tajniacy zza pleców żeby wciągnąć przed kordon, mało sam nie zostałem najbardziej jednym z nich. Ale jak zwykle było to dwóch młodych aktywistów, takich najłatwiej zastraszyć, na mnie też tego próbowali swojego czasu. Zresztą zarzuty też pewnie będą mieli te same.
Na wszystkich takich akcjach w miarę możliwości pojawia się Andrzej, tak jak co roku przychodzę na współorganizowaną przez niego akcję która staje w gardle dowódcom warszawskiej policji jeszcze bardziej od działalności skłotersów.
Tak więc 1 maja rano, przed kongresem Palikota policja zatrzymała Andrzeja Dołeckiego, prezesa stowarzyszenia Wolne Konopie, który miał przemawiać na kongresie. Podobnie jak zatrzymano go przed kongresem na którym mieli ogłaszać współpracę WK i Palikota i wspólny start do sejmu przed wyborami. Podobnie jak rankiem przed akcją pod sejmem 2 miesiące temu kiedy policja przy okazji zatrzymała też kierowcę wana tak żeby na miejsce nie dotarło nagłośnienie i organizator. Ten sam system zastosowali przed ostatnim Marszem Wyzwolenia Konopi, kiedy na dwa dni przed policja rozpoczęła regularną łapankę na organizatorów, łącznie ze szturmem antyterrorystów na jeden z lokali organizacyjnych. 6 TIRów – platform muzycznych zablokowano pod pretekstem problemów technicznych. Dzięki dezorganizacji i prowokatorom udało im się oczernić kolejną masywną demonstrację, więcej o tym.
W tym roku na Marszu Wyzwolenia Konopi odbywającym się 26 maja Andrzeja nie będzie, dostał 3 miesiące “sankcji” czyli aresztu za jakąś absurdalną sprawę wyciągniętą z kapelusza.
Nie mam nastroju na manifesty, spisuje to tylko po to żeby nie milczeć. Chociaż problemem jest o że dyskurs “prześladowań” jest teraz okupowany przez wirtualną rzeczywistość komediantów z PiSu. Zresztą ruch anarchistyczny do tego stopnia przywykł że nikogo nie dziwią policyjne łapanki, normą są bezpodstawne zarzuty i aresztowania i powoduje że problemem jest zakomunikowanie realnej sytuacji celowej, motywowanej politycznie działalności aparatu represji. Zresztą jeśli chodzi o akcje przeciw WK to jest to dokładnie schemat według którego dezorganizowano opozycję w poprzednim systemie.
Ciekaw jestem co powiedziała by polska prawica gdyby spotkały ich takie, rzeczywiste, represje.
A i jeszcze w odniesieniu do najczęstszej krytyki środowisk wolnościowych – i nie wątpię że jeśli dojdzie do radykalizacji nastrojów społecznych na większą skalę nagle okrze się że możliwe są ustępstwa i depenalizacja marihuany tak jak rzucono alkohol do sklepów w dniu nabożeństwa dla młodzieży podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła 2. Może i jest to ‘hedonistyczny’ wycinek walki o prawo do samodecydowania, niemniej jest to część walki społecznej, jest to ruch poddawany stałym państwowym represjom za sprzeciw wobec ich arbitralnego modelu “sprawiedliwości”.
Tego samego dnia kiedy minister sprawiedliwości chce zalegalizować kłamstwa urzędników, mój przyjaciel ląduje w więzieniu za walkę o prawo do samostanowienia a ja siedzę z wezwaniem na komendę za sprzeciw wobec nielegalnej eksmisji. Jestem wkurwiony.
Technospołecznicy
Nie mylić z organizatorami zaangażowanych rave-wów.
W czwartek odbyło się kolejne seminarium ZARSu, „Internet, oddolność, lokalność: techno społecznicy”. Tematem przewodnim był właśnie opublikowany raport “Technospołecznicy: nowa era mediów lokalnych”, stworzony przez Michała Danielewicza i Pawła Mazurka z Centrum Cyfrowego.
Raportu jeszcze nie miałem czasu przeczytać więc trochę notatek z prezentacji i rozmowy po niej;
Autorzy badania po kolei wrzucali w googla nazwy miejscowości <20.000 i szukali lokalnych serwisów informacyjnych nie będących strukturami większych projektów medialnych i będących serwisami PRowymi władz lokalnych. W sumie na pareset miast i miejscowości znaleźli niecałe 20 serwisów które spełniały ich kryteria, z tego wywiady przeprowadzili z autorami/autorkami 13 (w tym 3 kobiety z 2 serwisów). To zresztą trochę przerażające, jakoś zakładałem że każda mieścina już taki serwis posiada… Autorzy wytknęli problemy o których do teraz raczej nie myślałem, np. padająca co chwilę sieć (internet i elektryczna) które znacznie ograniczają możliwość wykorzystania tego medium.
Siłę serwisów lokalnych zgrabnie ujmują w trzech “i”:
• informacje:
∘ digitalizacja informacji analogowych
∘ mashup informacji z innych lokalnych źródeł (elektrownie, stan powodziowy, policja it)
• interakcja
• integracja
Co więcej serwisy stają się żywymi archiwami lokalnymi (niektóre mają już >10 letnią historię) i zazwyczaj sytuacja konfliktu z władzą lokalną. Do konfliktu zresztą często mniej lub bardziej świadomie zdają się dążyć, pozwala im się zdefiniować (brzmi insurekcjonistycznie ;P). Zresztą wśród przykładów pojawił włodarz obalony po 20 latach, to dość istotne w świetle problemów z tego typu władzą lokalną które często wypływają w dyskusjach u mnie na wydziale.
Wydaję mi się że paneliści trochę nie docenili natury konfliktów jakie wokół takich serwisów mogą wybuchać uznając konflikty w sądzie (opisywane przez Dorotę Głowacką z obserwatorium wolności mediów HFPC) za ich ‘najwyższą’ formę. Osobiście podejrzewam, i to samo zasugerowała już po spotkaniu osoba chcą taki serwis założyć, że finał większości takich konfliktów może być bliższy sztachetom niż ławom sądowym.
Główne potrzeby to według autorów raportu;
• szkolenia: warsztaty dziennikarskie i prawne
• szkolenia projektowanie, administracja, usability
• wymiana doświadczeń i dobrych praktyk
• wsparcie materialne, granty dla twórców stron
• stworzenie praktycznego poradnika dla osób które chciały by założyć lokalny portal w swojej miejscowości
• działanie skierowane do samorządów, promowanie współpracy
Problemy techniczne zresztą mogą bezpośrednio łączyć się z prawnymi, wydaje mi się że sporej części problemów prawnych autorzy serwisów mogli by uniknąć hostując swoje serwisy w stanach, zapewne parę zabezpieczeń zbliżonych do tych jakie wykształciły indymedia też było by na miejscu…
A kontynuując tą myśl to nad czym teraz się zastanawiam to czy jakimś rozwiązaniem takich serwisów, obniżeniem jednak wysokiego progu wejściowego do prowadzenia serwisu itd nie był by model radykalnej lokalizacji indymediów. Teoretycznie było by to możliwe po zrealizowaniu mitycznej już ‘rewitalizacji’ i pewnym dostosowaniu – stworzeniu możliwości prowadzenia hiperlokalnych serwisów informacyjnych… Myślę że jest tu spory potencjał na oddolne projekty społeczne, podczas gdy targetowane na ten ‘rynek’ rozwiązania komercyjne już padły.
btw w następnym numerze polityki Bendyk o hackathonach i prospołecznym hackowaniu (≠whitehatyzm!).
Zaproszenie last minute
Miałem dodać, miałem dodać i oczywiście zapomniałem że mam bloga….
Zapraszamy na spotkanie z Edwinem Bendykiem, autorem książki “Bunt Sieci”. Spotkanie poprowadzi Jacek Żakowski, w dyskusji wezmą także udział prof. Anna Giza-Poleszczuk (socjolog) oraz Harcesz (haker i aktywista).
Gdzie ten ONR?
W sobotę w Krakowie Katowicach odbyła się demonstracja z okazji rocznicy powstania ONR, świętowali swoją tradycję antysemickich pogromów i mieli okazję żeby poparadować w mundurkach a’la Hitlerjugend, czyli kolejny udany dzień w życiu polskich patriotów.
Według mediów korporacyjnych około 200 ONRowców farbami i butelkami zaatakowała zgromadzona na miejscu setka antyfaszystów, których następnie bohatersko aresztowała policja broniąc ranionych funkcjonariuszy. Nie wyjaśniono dokładnie w którym czy wokół którego pochodu byli ranni funkcjonariusze, ale ważne że byli, i może aresztowani musieli siedząc w sukach dowiadywać się z sieci za co ich w ogóle aresztowano. Nie pytam dlaczego media pomijają milczeniem zarzuty że to ONR zaatakował, bo szkoda czasu. Nawet nie o to chodzi że ciężko powiedzieć czy szedł ONR czy Blood and Honor.
Ja chce wiedzieć jakim cudem siły żydokomuny dały radę powstrzymać nacjonalistów od ogłoszenia kolejnego gigantycznego sukcesu? Sprawdziłem większość znanych mi stron nacjonalistycznych i prawicowych i nic, pustka. Trafiłem parę innych śmiesznych tekstów ale nic o wielkim jubileuszu. Korporacje o lewackich terrorystach atakujących nacjonalistów, wolnościowcy o policji ochraniającej faszystów a gdzie światły głos narodowej elity? Ile trzeba żeby ustalić wersję wydarzeń i zdemaskować lewacką intrygę? Na prawdę nie wystarczą 2 dni? Nie ma żadnego oświadczenia (dla porównania oświadczenie antyfaszystów), ani notatki na stronie ONRu, a że nie ma oficjalnej wersji to nie ma żadnej? Nie ma nic na facebooku marszu niepodległości – najwyraźniej Młodzież Wszechpolska już nawet do niego nie dopuszcza swoich ONRowskich przydupasów. Nic nie ma też w Gazecie Polskiej i Rzeczpospolitej – ostatnimi czasy głównej tubie propagandowej narodowców, ani nawet w kontrolowanym przez nich Nowym Ekranie. A ja chciał bym chociaż wiedzieć ilu uczestników sobie przypiszą…
instalacja balsamiq na ubuntu 11.10
Mam absurdalny backlog tematów na posty i todo zbliżające się do podobnych wartości, tymczasem zamiast posta instrukcja którą zaraz musiał bym pewnie przesyłać paru osobom;
Do obinowego zlecenia od WKS potrzebne są nam mockupy więc zainstalowałem i prowadzę rozpoznanie walką programu Balsamiq. Wrażenia bardzo pozytywne, ale proces instalacji może być upierdliwy.
najpierw instalacja adobe air
wget http://airdownload.adobe.com/air/lin/download/2.6/AdobeAIRInstaller.bin
miałem problemy z instalacją (aplikacja 32bitowa, pracuje na 64bitowym systemie), rozwiązanie zostało już opublikowane na askubuntu
locate libgnome-keyring.so
wersje mogą się różnić, aktualnie przy domyślnym setupie sprawę załatwi;
sudo ln -s /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libgnome-keyring.so.0 /usr/lib/libgnome-keyring.so.0
sudo ln -s /usr/lib/x86_64-linux-gnu/libgnome-keyring.so.0.2.0 /usr/lib/libgnome-keyring.so.0.2.0
w razie brakujących bibliotek;
sudo apt-get install ia32-libs
getlibs program/potrzebne biblioteki
teraz powinna zadziałać instalacja
sudo ./AdobeAIRInstaller.bin
z archiwum balsamiqa zasysamy najnowszy build, w tej chwili jest to MockupsForDesktop64bit2.1.9.deb
wget http://builds.balsamiq.com/archives/mockups-desktop/MockupsForDesktop64bit2.1.9.deb
sudo dpkg -i MockupsForDesktop64bit2.1.9.deb
po instalacji można usunąć zbędne linki;
sudo rm /usr/lib/libgnome-keyring.so.0
sudo rm /usr/lib/libgnome-keyring.so.0.2.0
Elba w mediach – szykują nam smear campaign
Jeszcze nie mam czasu żeby usiąść i napisać jakiegoś sensownego posta o całym zamieszaniu wokół Elby i skłotów w ogóle (a w głowie kołacze mi się też dalej to co chciałem napisać o akcji wokół ACTA :P), ale dysponujemy informacjami które warto opublikować zawczasu.
W najbliższych dniach pójdą materiały przeciw Elbie/skłotersom sponsorowane najprawdopodobniej przez Stora Enso, redakcje TVN24 i Superekspresu mają najwyraźniej za małe przychody i trzeba dorobić. Akcja zapewne pod wodzą ich nowej agencji PRowej, OnBoard specjalizującej się między innymi w kryzysowym PR.
Tak więc drogie korporacyjne szczurki, mam nadzieję że robicie na bieżąco porządny research i to czytacie, czekamy na wasz FUD!
Swoją drogą gdybym prowadził wielki koncern papierniczy to raczej starał bym się, żeby skłotersi demonstrujący pod hasłem “nie ma Elby bez ognia” bardzo dbali o swój jak najlepszy image…
Lulzsec – perspektywa polityczna
W wiadomościach walnęło – FBI rozbiło Lulzsec, aresztowali kluczowe osoby, Sabu pracował dla policji, anonymouse pewnie pójdzie zaraz w rozsypkę.
Po pierwsze trochę perspektywy; informację podał znany z “UCZCIWEJ I ZRÓWNOWAŻONEJ!!!!111ONEONE11!!!” wiadomości FoxNews wielokrotny cel ataków lulzsec i anonów. Akcji miało dokonać FBI, więc można przywołać ich wspaniałą i wieloletnią tradycję walki z postępowymi ruchami społecznymi, np. w ramach programu COINTELPRO;
METODY:
Według książki “Wojna w domu” prawnika Briana Glicka, FBI stosowało cztery główne metody podczas działań COINTELPRO:
Infiltracja: Agenci i informatorzy nie tylko szpiegowali aktywistów politycznych. Ich głównym celem było dyskredytować i sabotować działalność. Sama ich obecność służyła podkopaniu zaufania i odstraszeniu potencjalnych zwolenników. FBI i policja wykorzystywali ten strach żeby podważyć wiarygodność rzeczywistych aktywistów jako agentów.
Wojna psychologiczna: FBI i policja wykorzystywało masę “brudnych sztuczek” by postawić w złym świetle ruchy progresywne. Publikowano fałszywe wiadomości w mediach i podrobione ulotki w imieniu zwalczanych grup. Fałszowano korespondencje, rozsyłano anonimowe listy, wykonywano anonimowe telefony. Szerzono dezinformację na temat spotkań i wydarzeń, powoływano rzekomo powiązane z ruchem grupy prowadzone przez agentów i manipukowano albo przymuszano rodziców, pracodawców, najemców mieszkań, administracje szkół i innych by sprawiali problemy aktywistom.
Nękanie prawne: FBI i policja nadużywała systemu prawnego by nękać dysydentów i sprawić by wyglądali na kryminalistów (…)
Nielegalna siła: FBI konspirowało z lokalnymi oddziałami policji by zastraszać dysydentów; dokonywać nielegalnych włamań w celu przeszukiwania domów i dokonywać aktów; wandalizmu, ataków, pobić i zabójstw. Celem było zastraszyć lub eliminować dysydentów i zakłócić działanie ich ruchów.
en.wikipedia.org/wiki/COINTELPRO#Methods
Tak więc to odnośnie wiarygodności źródeł informacji, z drugiej strony np. według Guardiana co 4 amerykański hacker jest informatorem FBI. Jest to możliwe, biorąc pod uwagę stopień infiltracji wszelkich ruchów społecznych w stanach (i w Polsce) zupełnie by mnie to nie zaskoczyło. Zresztą Sabu ma dwójkę dzieci, a to coś co służby rządowe mogą bezlitośnie wykorzystać. Większość hackerów (niezależnie od koloru kapelusza) nie jest gotowa na rozmowę z policją i nie potrafi się bronić przed ich zastraszeniem, albo też nie ma motywacji/systemu wartości które powstrzymały by ich od współpracy. Pokłosie skrajnie indywidualistycznej kultury i braku ideowości.
No i w końcu kwestia rozbicia potencjału ‘hackerskiego’ Anonymouse i powiązanych z tym ruchem grup; Hakerzy AntiSec niszczą strony Panda Security (25 stron), <a href=”http://pastebin.com/LM9vdNWy”>w oświadczeniu</a> zarzucając współpracę z FBI przy inwigilacji aktywistów anon, ostrzegając że ich ‘podsłuchują’ i backdoorowali antywirusa Panda.
Zobaczymy co z tego wyjdzie na dłuższą metę. Nie miałem teraz czasu przesłuchać ponownie opublikowanego niedawno przez lulz/antisec nagrania między FBI i Scotland Yardem o tym jak świetnie idzie im śledztwo przeciw lulzsec, warto by to zestawić z obecnymi wiadomościami.
Co ciekawe, jak odnotowuje anglojęzyczna wikipedia, około 15% zasobów COINTELPRO poświęcano na grupy skrajnie prawicowe/grupy white power, czytając polską wikipedię można odnieść wrażenie że walczono tylko z nimi i przy okazji jakimiś “murzyńskimi organizacjami”. Trzeba będzie to poprawić.
Kapitalizm, terroryzm i takie tam…
Kolega z Dublina właśnie opublikował nagranie z lokalnego radia. Opis Irlandzkiej rzeczywistości z perspektywy taksówkarza; opiewany przez ekonomistów i ideologów kapitalizmu cud gospodarczy który miał wszystkim zapewnić dobrobyt zmienił się w powrót do stanu z lat 50.
Nastroje niech odda pożegnanie taksówkarza z klientem – byłym dyrektorem banku AiB (którego dług dobił ‘celtyckiego tygrysa’); “Ceausescu rozstrzelano”. Na początku rozmowy mowa o targach pracy gdzie prezentowano oferty pracy za granicami Irlandii. Artykuł o “emigration fair” zaczyna się od innej anegdoty;
Oficer gestapo odwiedzający studio artysty podnosi pocztówkę z Guerniki pytając “to twoja praca?”. Nie, odpowiada Picasso, to twoja robota, weź to jako pamiątkę.
Tak wygląda sytuacja z perspektywy komentarzy dopuszczanych w mainstreamowych mediach. Jeśli chodzi o ogląd sytuacji społeczno ekonomicznej z perspektywy bardziej radykalnej polecam stronę Workers Solidarity Movement i ich wydawaną od 20 lat gazetę.
W każdym bądź razie Irlandia idzie na dno gdyż ekonomia została zupełnie uzależniona od zagranicznych korporacji które właśnie przenoszą swoje fabryki do bardziej atrakcyjnych krajów rozwijających się (w tym Polski), oraz dlatego że tak jak w większości krajów (w tym w Polsce) nie udało się powstrzymać rządu przed decyzją o spłaceniu długu banków.
Obywatelom Islandii udało się powstrzymać (obalić) swój rząd przed takimi krokami, więc rząd Wielkiej Brytanii zadeklarował że jest to kraj terrorystów, O ile mi wiadomo ci terroryści nie dogrzewają teraz mieszkań na irlandzką modłę paląc buty i taśmy VHS.
U nas publikuje się jeszcze peony pochwalne na rzecz kapitalizmu i jego dalszej deregulacji, może tylko trochę bardziej zawoalowane, w tym kierunku działa też zresztą “lewica” typu SLD i RPP. W Irlandii jakoś ten nurt słabnie, może ma na to wpływ świadomość wymierającego jak populacja lemingów poparcia dla tej koncepcji. A może też świadomość dalszego funkcjonowania IRA? W końcu jeszcze do niedawna Irlandczycy uchodzili w UK za naród terrorystów. W Polsce kojarzy się IRA tylko z walką zbrojną przeciwko Wielkiej Brytanii której zaprzestali, zapominając że jest to też dalej socjalistyczna organizacja społeczna. Zdarzyło mi się widzieć jej członków ochraniających anarchistyczne zeskłotowane kino przed policją, czy pojawiających się wokół kluczowych kampanii protestów społecznych. Pytanie jak duże pokłady cierpliwości ma ta stojąca poza światłem kamer i z dala od polityki parlamentarnej populacja Irlandii i jaka jest obecnie jej realna siła.
Jak czasami rzucał właściciel pubu w którym sporo siedziałem; “IRA definitywnie rozbrajała się ze 2 razy, oni chyba dalej tego nie rozumieją”.




