probably the best jail in the world?
wybiórcza za new york timesem donosi (najwyraźniej w ramach ciekawostki) o tym że aresztowani w Kopenhadze demonstranci trzymani będą w klatkach w byłym magazynie koncernu Carlsberg, co przypomniało mi areszt w magazynie Siemensa (w Rostoku, w trakcie G8 w Heiligendamm, 2007) w którym sam miałem przyjemność siedzieć, w klatce zresztą siedziałem też w Warszawie w 2005, tym razem w garażu komendy na Belwederskiej (spotkanie Rady Europy). pomijając pewną ironię historyczną w przypadku ‘polaków’ zamkniętych w magazynie Siemensa, ciężko mi nie zwrócić uwagi na to jak mierżąca z mojej perspektywy jest w tym wypadku współpraca korporacji i policji.
nie zauważyłem jak na razie żeby którekolwiek z (korporacyjnych) mediów zauważyło jakikolwiek problem w fakcie że system więzienny jakiegoś państwa nie jest w stanie ogarnąć ilości ludzi aresztowanych w trakcie tych szczytów, (“największa operacja policyjna w historii Danii” – NYT) a rządowy “greenwashing” musi się odbywać pod ochroną całych armii policjantów (chociaż nie wiem czy w Kopenhadze nie rzucono na ulice też i gwardii narodowej), za zasiekami i pod osłoną absurdalnych praw pozwalających policji aresztować każdego i za cokolwiek – w pełni oficjalnie, a nie na w pół legalnie tak jak to robią teraz…
tytuł to podsumowanie temat przez Paula z obozu. swoją drogą pewnie w piątek napisze zbiorczy tekst na temat rozpraw na których właśnie spędziłem drugi (z pięciu) dni. pewnie jeszcze dziś w nocy puszczę też tłumaczenie wczorajszego oświadczenia prasowego.
kolejna wizyta w rossport
znowu przyjechałem na trochę do obozu solidarnościowego w Rossport. jesienno-zimowe deszcze zmieniają wszelkie nieutwardzone powierzchnie Erris w bagno a sztormowa pogoda zadecydowała o zwinięciu namiotów już we wrześniu, od wtedy obóz stacjonuje w podarowanym kampanii Shell to Sea domu.
pełni uroku pogody doświadczyłem przez ponad pół godziny brodząc w błocie próbując przejść “skrótem” do biura gdzie mamy łącze, ciemno, siecze deszczem więc chciałem przejść szybciej… gdyby nie to nie uwierzył bym że zbocze góry może składać się głównie z błota, rosnących na nim kępek trawy i sporadycznie jakiegoś kamienia. w oczach stanęły mi sceny z pewnego dość absurdalnego programu o survivalu w irlandii.
z większych zmian zniknęło też tzw “compund” czy plac budowy w miejscu gdzie rurociąg wychodzi na brzeg. biuro zagospodarowania przestrzeni “An Bord Pleanala” odrzuciło proponowany przebieg lądowej części rurociągu więc budowa przeciągnie się pewnie o kolejny rok.
od poniedziałku do czwartku mają się odbywać kolejne rozprawy aktywistów w sądzach w Ballina i Bellmulet, w sumie kilkanaście różnych spraw, ponad 20 osób w tym część z poza irlandii. wieczorem dom odwiedził jeden z dłużej działających w kampanii aktywistów (od 2005), Niall Harnett który w podziałek albo wtorek najprawdopodobniej usłyszy wyrok więzienia za akcje obywatelskiego nieposłuszeństwa. z tego samego powodu w więzieniu spędził już kilkanaście dni w lipcu, jednak tym razem dostanie pewnie około pół roku. dobry tekst na temat funkcjonowania policji (tzw “gardai” czyli “garda síochána”) w irlandii pojawił został właśnie opublikowany na blogu “living in rossport” który prowadzi inny mieszkający tu aktywista. opis instytucji “garda ombudsman” która teoretycznie ma kontrolować policję a w praktyce nie ma do tego uprawnień ani niekoniecznie jest tym zainteresowana przywodzi na myśl Polskę z naszym wspaniałym systemem sprawiedliwości. swoją drogą kłania się też irlandzki raport na temat pedofilii w kościele katolickim;
Niedawny raport na temat nadużyć wśród duchowieństwa krytykował gardę za kulturę poddaństwa wobec władz kościelnych, “szokująca pobłażliwość” w ich odmowie badania skarg na temat księży i “zupełnie niewłaściwe relacje” pomiędzy najwyższym kierownictwem policji i kleru których uważali za “poza swoją kompetencją”. Jeśli zamienić archidiecezje na Shell można by tak opisać nieprawidłowości w relacjach między gardą i Shellem w hrabstwie mayo w ciągu ostatnich dziesięciu lat w trakcie których gardziści konsekwentnie brali stronę jeden ze stron konfliktu, pozbawiając okolicznych mieszkańców głosu i wszelkich złudzeń.
Dziennikarz Michael McCaughan w trakcie Ken Saro Wiwa Memorial Weekend – 28/11/09
tymczasem ocieplamy dom, dyskutujemy założenie spółdzielni spożywczej i szykujemy się do kolejnych potyczek z shellem.
akta redwatch
wizyta koleżanki zajęła mnie na tyle skutecznie że nigdy ani słowem nie wspomniałem o opublikowaniu postanowienia o umorzeniu śledztwa w sprawie redwatch.
dokumenty pojawiły się na wikileaks, krótko potem informacja pojawiła się na CIA i indymediach – na indymediach jest to notatka publikującego z wikileaks, oraz na wykopie i blogu 5ta władza. kilkanaście dni później informacja pojawiła się na na wybiórczej/policyjni.pl
pod względem informacji o neonazistach najciekawsze są posty na indymediach i cia, ale do napisania tej notatki skłonił mnie artykuł wybiórczej:
Trzech autorów neofaszystowskiej strony już niedługo będzie mogło stanąć przed sądem. Jak wynika z akt, które wyciekły do Internetu prokuratura zakończyła śledztwo blokujące proces.
jak rozumiem jest jeszcze jedno (więcej?) dochodzeń w tej sprawie, oraz
W związku z tą sprawą prokuratura ma jednak jeszcze jeden problem. Do Internetu wyciekło trzydzieści stron akt prokuratorskich. Zawierają one dane osobowe zarówno oskarżonych jak i poszkodowanych, ich adresy i numery telefonów. Jak się dowiedzieliśmy Prokuratura Okręgowa zamierza wszcząć postępowanie sprawdzające w tej sprawie.
czyli po tym jak ustalono że kilkudziesięciu neonazistów działających w ramach nielegalnej organizacji jest niewinnych prokuratura zabierze się za osobę która opublikowała te dane (z urzędu?). domyślam się że jest to zgodne z prawem ale nie brzmi przez to lepiej…
ciekawe czy zapukają teraz do indymediów i wikileaks (w stylu rodem z USA?).
tymczasem całość dokumentów warto przeczytać chociażby po to żeby dowiedzieć się że można nie zostać skazanym za wysyłanie pogróżek czy praktycznie cokolwiek innego robionego przez komórkę czy sieć jeśli naszego komputera lub komórki często użyczamy znajomym i nie pamiętamy którym… co pan na to panie Vagla?
chciał bym kiedyś zrobić zestawienie wyroków jakie przeciętnie otrzymują faszyści/neonaziści względem antyfaszystów/anarchistów, mam wrażenie że jest tu spora dysproporcja.
update: notka na ten temat pojawiła się też w serwisie Vagla prawo i internet, jak widać czujne androidy są w stanie przechwycić wiadomości zaskakująco szybko, tym bardziej powinny niepokoić uwagi Vagli na temat tępa procesów legislacyjnych (o których wspomina w tym wywiadzie).
odpowiedź Vagli na moje wołanie na głuszy brzmi “domniemanie niewinności” czego sobie i wam na przyszłość życzę. nie wiem czy tylko ja przestałem w ogóle brać tą ‘instytucję’ pod uwagę jeśli chodzi o sądy?
update 30.11.09: dziennik internautów, i komentarz oddający moje nastawienie;
“Przynajmniej wiadomo jakie są priorytety. Za skopiowanie pliku mp3 kradzież komputera w majestacie “prawa”, za namawianie do zabójstwa umorzenie.”
kryzys
Kryzys ciężko dotknął Europę Wschodnią, ale nie załamał wiary regionu w gospodarkę rynkową – przynajmniej jeszcze nie. Wprawdzie rządy znalazły się pod intensywną presją finansową, żaden w radykalny sposób nie zszedł z drogi pro-rynkowych reform, które nastąpiły po upadku komunizmu 20 lat temu.
Ponieważ jednak bezrobocie i liczba bankructw rosną, prawdziwy test jeszcze przed nami. W ciągu najbliższych 12 miesięcy odbędzie się seria wyborów, w tym parlamentarne na Węgrzech i w Czechach i prezydenckie w Polsce.
“Jak na razie populizm w Europie Wschodniej znajduje się pod kontrolą”, mówi Katinka Barysch, wicedyrektor Centre for European Reform. „Ponieważ jednak bezrobocie rośnie szybko, a rządy mają zbyt mało pieniędzy, by temu zaradzić, wybory, które mają się odbyć w wielu krajach, mogą zaowocować rządami obiecującymi ochronę, a nie tłumaczącymi potrzebę ekonomicznej zmiany”.
Europa Wschodnia przetestuje system rynkowy
jakoś mnie dotknął ten populizm. nie żebym spodziewał się więcej po ludziach dla których ostoją wiedzy na temat tego jak powinny funkcjonować społeczeństwa są banki, ale jednak. warto zauważyć że standardowo fakt że “niewidzialna ręka” coś nie daje rady mają naprawiać rządy.
nagłówki znowu zaczynają wpadać w ton “kryzys, wszyscy umrzemy!”, co oznacza że niedługo kryzys może “wrócić” w pełni (kwestię “sentymentów rynku” uroczo przedstawiają panowie John Bird i John Fortune), tymczasem bezrobocie w polsce w grupie wiekowej do 25 lat sięga oficjalnie 20% (źródło), będzie się działo.
zgodnie z moim niepisanym planem zamierzałem wrócić do warszawy zanim to wszystko z przeproszeniem pierdolnie. teraz zastanawiam się czy zdążę.
update: dopiero teraz zauważyłem że komentarz na ten sam temat pojawił się dzień wcześniej na Perturbacjach – polecam.
panoptykon wykłada, niezleżni targują
staram się nie publikować tu informacji o imprezach, ale czasami nie zaszkodzi:
w warszawie, jutro:

przy okazji chciałem przypomnieć z deka bolszewickie zachowanie krytyki politycznej odnośnie nazwy uniwersytet krytyczny
w dublinie, w niedzielę:

więcej po polsku na blogu FA Dublin, cały dochód uzyskany tego dnia przez FA Dublin pójdzie na parników prawników dla osób zatrzymanych w trakcie akcji 11 listopada.
fryty za darmo rulz
nieskromnie tudzież w przejawie bezczelnej autopromocji chciałbym zauważyć że film przy którym pracowałem i za którego dźwięk jestem odpowiedzialny wczoraj wygrał tytuł najlepszej irlandzkiej krótkometrażówki na festiwalu filmów w Cork – “free chips forever!”, iftn
stare encykliki przeglądając…
wygrzebane w archiwum pewnej anarchistycznej listy mejlingowej, dyskusja z udziałem 3 osób circa pół roku temu
marksistowskie encykliki jpII tez potrafily wzruszyc, niestety nie katolikow :)
a jakie byly marksistowskie encykliki jp2? pytam, bo szczerze nie wiem, jp2 jako przeciwnik teologii wyzwoilenia jakos mi do nich nie pasuje.. zreszta watykan juz od czasow rerum novarum stoi na pozycjach mocno reformistycznych – na pewno bardziej blekitnych niz czerwonych, na marksizm trzeba poczekac na papieza z ameryki poludniowej…
o szajse, jak tu trzeba uwazac na slowa – wszytsko jest odbierane doslownie i na maksa serio… ja ci teraz nie powymieniam nazw poszczegolnych encyklik bez przeszperania archiwów – jedna, bardzo imponujaca nazywala sie ‘laborem ex-costam” – z pieknymi fragmentami o wyzysku, godnosci pracy, konflikcie pracy i kapitalu, znaczeniu zwiazkow zawodowych itp. :) jak latwo się domyslić nie byla ona marksistowska czy promarksistowska, ale sporo wniej fascynujacych zzynek i zabawnych zbieznosci z lewacka propaganda
Pewnie chodzi o pisaną pod “Solidarność” Laborem exercens z zawrtą w niej pochwałą roli związków zawodowych i wołaniem o humanizacje pracy.
humanizacje pracy, walke z komunizmem i pederastia. w tej nowej encyklice tez jest o rodzinie i ochronie zycia, bo jak wiadomo za nierownosci spoleczne i wyzysk poludnia odpowiada penetracja analna
Oczywiscie, stad powiedzenie “ruchac pracownikow”. To wszystko sie laczy w jedna logiczna calosc.
zautomatyzowana rewolucja
jeszcze nie o wykorzystaniu maszyn do walki z rządem, chociaż widziałem już takie pomysły;
w ramach żartu z konwencji kolejnych coraz wymyślniejszych nazw ataków/praktyk z dziedziny bezpieczeństwa komputerowego powstał “security buzzword generator” losowo generujący nowe hasełka które niedługo mogą pojawić się w nagłówkach publikacji z tego zakresu,
tak samo w ramach krytyki przesadnie rozbudowanego stylu niektórych odezw/manifestów i z myślą o rewolucyjnych anarchistach napisany został uroczy programik “automatic insurrection” generujący insurekcjonistyczne (ładne stare słowo na rewolucję, bez negatywnych konotacji ;]) manifesty w całej krasie tego fascynującego nurtu prozy. program open source więc nic nie stoi na przeszkodzi w jego przetłumaczeniu jeśli ktoś cierpi na nadmiar weny.
Celem tego programu jest zwrócenie uwagi na uwodzicielską retorykę, bez krytykowania podjętych działań. Pomimo mojego podziwu dla wielu z akcji podjętych w imię rewolucji, jestem ostrożny wobec tego jak łatwo jest przedłożyć styl ponad treść w komunikatach opisujących te akcje. Nie twierdzę że wszystkie ‘insurekcjonistyczne’ teksty są pozbawione znaczenia, pomimo jej skomplikowania uważam “Coming Insurrection“, ze wszystkimi jej ekscesami, za poważny (choć sporny) wkład w myśl rewolucyjną. Żeby wskazać jeszcze tylko jeden przykład, niedawny “Communique from an Absent Future: The Terminus of Student Life” jest zdecydowanie świetnym przykładem analizy. Ten program ma na celu tylko zaprezentowanie pułapek języka który brzmi za dobrze żeby ciągle coś znaczyć.
teraz ciekaw jestem czy link do niego pojawi się na polskojęzycznym blogu publikującym insurekcjonistów? jak dla mnie umiejętność śmiania się z siebie i swoich przekonań to dość istotne odróżnienie od fanatyków.
tymczasem wszystkim gotowym zarzucać rewolucjonistą gołosłowność śpieszę przypomnieć że jednego z głównych, żyjących, ideologów tego nurtu; 72 letniego Alfredo Bonanno aresztowano niedawno podczas akcji ekspropriacji (kolejne piękne stare polskie słowo, bardziej kolokwialnie – napadu na bank).
migracja drupala na nowy serwer
wczoraj w nocy zmigrowałem anarchista.org na nowy serwer – przy wcześniejszym przygotowaniu zajęło mi to absurdalną ilość czasu ale dalej nie wiem jakim cudem bo tak na prawdę migracja drupala jest dość szybkim i łatwym procesem.
najprostszy sposób jaki znalazłem to użycie modułu Backup and Migrate do zrzucenia bazy danych (zrzucamy dokładnie wszystko), przy testach zrobiłem to najpierw przez panel mysql ale jak się okazało przy migracji między wersjami (ciekawe mieszanki wersji phpmyadmin i mysql’a na obu serwerach) spowodowało to dziwne problemy z kodowaniem które przy tym sposobie się nie pojawiły. żeby było szybciej bazę warto skompresować do .gz.
w moim wypadku serwer netartu pozwalał tylko na dostęp FTP więc fillezillą skopiowałem wszystko z serwera na dysk lokalny.
drugi krok to władowanie wszystkiego na nowy serwer i stworzone tam konto – wszystkie pliki wepchnąłem filezillą, łącznie z bazą danych (można to też zrobić używając funkcji backup wgeta), z pod shella rozpakowałem bazę danych
mysql -u 1 -p -h 2 3 < 4.sql
gdzie:
1 to nazwa użytkownika bazy danych
2 adres bazy danych (dla większości pewnie 127…)
3 nazwa bazy danych
4 plik/lokalizacja zrzutu poprzednie bazy danych
a wszystkie spacje są celowe
w razie ekscesów typu zmiana nazwy bazy danych, hasła czy inne tetegesy trzeba jeszcze edytować settings.php.
po władowaniu wszystkiego strona powinna już działać, w razie błędów warto odświeżyć cache drupala (twojadomenal/admin/settings/performance), na koniec przestawiamy dnsy (co dla mnie okazało się najbardziej bolesne w związku z wolną propagacją z netartu o0)
trim te dane
parę osób śledzi mnie na mikroblogach; identi.ca i twitter, w tej chwili przeważnie na obu jest to samo bo uaktualniam je przy użyciu programu gwibber, jednak wbrew domyślmy ustawieniom obu używam własnego serwisu do skracania adresów stron, zresztą o ile identi.ca w duchu open source pozwala na wybranie jednej z preferowanych usług to twitter wciska nam swoje własne rozwiązanie.
kogo obchodzi jak skrócony jest adres? ku mojemu własnemu zaskoczeniu – mnie. mój stały powód do daleko posuniętego sceptycyzmu wobec usług komercyjnych polega na problemie uzależnienia się od takiej czy innej firmy. jeśli padnie gmail to połowa firm w dublinie jest sparaliżowana i nie wie jak sobie poradzić. jeśli zniknie serwis filmowy gdzie publikowało się swój materiał to traci się kopię swojej pracy (albo całość jeśli nie ma się kopii, widziałem taki przypadek), ale skracanie url to jeszcze ciekawsza sprawa bo skrócone url psują internet.
częściowo ten temat adresuje anglojęzyczna wikipedia w haśle link rot, bez problemu można znaleźć na ten temat sporo tekstów (1,2,3). streszczając: dane o prawdziwych adresach mogą zostać utracone wraz z zamknięciem komercyjnej usługi (cli.gs, chociaż pewnie było ich więcej, ale kogo to obchodzi….), w wyniku włamania linki mogą zostać przekierowane na inną stronę (znowu cli.gs), pośrednik (usługa skracania) dodaje nowe ogniwo do już złożonego zestawu DNSów i serwerów które mogą paść, przejmuje też informacje o ruchu, staje się takim MITM którego sami tam wciskamy.
długo moim rozwiązaniem było po prostu w miarę możliwości trzymanie się z dala od skracania linków, usługi takie jednak istnieją oczywiście nie bez powodu (por. Why do we even need URL Shorteners?), ale tym co zmieniło moje podejście był post na blogu usługi tr.im – tr.im to be Community-Owned.
oryginalnie zainteresował mnie sam fakt przejścia usługi na open source, ale ma to dalsze konotacje – przede wszystkim udostępnienie bazy danych co umożliwi budowanie alternatyw, ale też pokazuje inicjatywę 301works.org mającą zwalczać zjawisko link-rot jako kampanie PRową właścicieli bit.ly, czemu właściciel trima się przeciwstawił uspołeczniając swoje przedsięwzięcie. polecam lekturze i zachęcam do używania skolektywizowanego tr.im zamiast usług komercyjnych.
update: właśnie zauważyłem że wordpress też udostępnia usługę skracania linków o0





