obóz FA
6 wrzesień, 2007mija właśnie tydzień od mojego wyjazdu z obozu więc najwyższy czas napisać jakąś relację…
![]()
(zdjęcie ukradzione z posta ameby na ten sam temat)
moim zdaniem obóz był udany. na pewno jeśli chodzi o proporcje włożonych w niego przygotowań do efektu był to spory sukces - poza ogłoszeniem na zjeździe praktycznie nic nie działo się w temacie aż do dwóch miesięcy przed kiedy w końcu zabraliśmy się do roboty… załatwianie namiotów, dłubanie w kwestii elektryki, transport, ulotka itd itp wszystko zaczęło się późno i prowadzone było średnio (np. używaliśmy tylko listy mejlingowej zamiast wiki którego ostatnio jestem coraz większym orędownikiem - tym sposobem mieli byśmy kompletną i przejrzystą dokumentację z tego obozu) ale na miejscu wszystko się udało - były pewne problemy z odbieraniem ludzi tzn. nie byliśmy tam dokładnie w wyznaczonych przez nas ramach bo chwilami brakowało ludzi a osoby przyjeżdżające generalnie wykazywały tendencje do informowania że będą za 5 minut o 3 w nocy ale koniec końców wszyscy na miejsce dotarli.
samo miejsce jest świetne - szczyt góry z bardzo ładną panoramą, polanka, konkretny kawałek do sklepu (i to pod górę z powrotem) co zniechęca do nadużywania alko, ale jednocześnie nie stanowi większego problemu, przemili “miejscowi” z którymi nasza grupa pionierska zdążyła popić więc obeszło się bez tarć mimo specyficznego wyglądu niektórych uczestników obozu (pewno rzadko tam panki bywają) - do tego stopnia że np. starszy pan podrzucił naszych wracających znad strumienia (za co zresztą odwdzięczyliśmy się pomocą na polu) podobno spore zainteresowanie i sympatie wywoła fakt że ludzie z tak odległych miast jak Szczecin i Kołobrzeg “wiedzieli i przyjechali do takiej dziury”.
w zakresie współpracy z lokalnymi mieszkańcami podjęliśmy zresztą parę decyzji dotyczących przyszłorocznego obozu; chcemy maksymalnie dużo żywności kupować bezpośrednio od okolicznych rolników - co oznacza że zawczasu musimy podać im rzędy wartości którymi jesteśmy zainteresowani, najprawdopodobniej zresztą po prostu pójdziemy na wykopki u jednego z rolników który już proponował taki układ, poza tym chcemy tym razem ściągnąć jedną z wolnościowych grup teatralnych i poprosić ich o wystawienie czegoś co może zainteresować - myślę np. o Dario Fo - “przypadkowej śmierci anarchisty” albo “pracodawcy”, do tego fire show jakiś pokaz filmowy i mecz piłki (w tym roku miejscowy chłopak nie dał rady skompletować drużyny)
jeśli chodzi o warsztaty - parę z zaplanowanych padło, pojawiły się niezaplanowane i wszystko samo się bardzo fajnie ułożyło - okazało się że 2 warsztaty/zajęcia/wykłady na dzień to optymalna liczba tak żeby nie wchodzić przygotowaniom do śniadania/obiadu/kolacji i nie przeciążać dnia - nie mamy aspiracji organizować kolejnej abramowszczyzny i liczę że z czasem coraz więcej będzie warsztatów praktycznych (w tym roku między innymi o apostazji, gimnastyka i mój o bezpieczeństwie) zresztą głównie ma to być impreza integracyjna, na co chyba trzeba będzie położyć większy akcent - oczywiście nie w sensie chlania, tylko działań grupowych zaprojektowanych tak aby integrować uczestników, w tym roku najbardziej zorganizowanym przejawem naszych działań w tym kierunku była gra w “plecaki” (przynajmniej taka jest znana mi nazwa, takie “team caputre the flag”) zorganizowana zresztą spontanicznie przez Al. i ogniska które wynikły dość naturalnie, ot przyjdzie mi odświeżyć metodykę harcerską i wybrać co lepsze elementy możliwe do adaptacji dla grup niehierarchicznych
największym kwasem na obozie była tak zwana kwestia “E” czyli mięsożerna część obozowiczów nabijająca się z przydługich dyskusji na temat które “E” w produktach jest odzwierzęce a które nie, które podśmiewanie spotkało się z kolei z przesadnie ostrą reakcją ze strony części wegan, moim zdaniem była to głównie kwestia tego że ludzie po prostu się nie znali - część osób nie znała podejścia Y. do rzeczywistości a wtedy łatwo poczuć się urażonym i konflikt sam się nakręcił… kulminacją była (długa) dyskusja na temat tego konfliktu na porannym plenum (spotkaniu zaraz po lub w trakcie śniadania na którym decydowaliśmy co jest danego dnia do zrobienia itd itp) która myślę że wyczerpała temat (albo jego apologetów). najgorszym efektem było to że nie odbyła się w zaplanowanej formie dyskusja wegetarianizm i anarchizm co wielką stratą raczej nie jest bo nie zdążyłem jej przygotować :]
liczę że na następnym obozie będzie dwa razy tyle ludzi (kwestia wcześniejszego rozreklamowania) jeszcze więcej osób z poza Federacji ogólnie jestem zadowolony i trochę szkoda było wyjeżdżać.


8 wrzesień, 2007 @ 12:06 przed południem
Też bym pojechał, jakby mnie kto wcześniej powiedział. A weganie czasem przeginają pałę. Osobiście, kiedy widzę na ulicy weganina, rzucam w niego azbestem.
9 wrzesień, 2007 @ 1:43 pm
sciemniasz wonder bo we mnie niczym nie rzucales :P