harce

harce 1. «swawolna zabawa» 2. «popisy zręczności i gonitwy w jeździe konnej» 3. «sz»

Archiwum kategorii ‘anarchizm

Lokalne wizje na komendzie

Skomentuj »

Byłem dziś na przesłuchaniu jako podejrzany o popełnienie wykroczenia poprzez udział w “zbiegowisku” w obronie Elby.
Zaczęliśmy od trudnej relacji – ku mojemu zaskoczeniu rzeczywiście przekazano mój telefon w którym zaraz po otrzymaniu wezwania spontanicznie sugerowałem bliżej nieokreślonej policji pod wskazanym numerem żeby raczyła zapoznać się z wyrokiem odnośnie demonstracji spontanicznych i nie próbowała nas penalizować wbrew duchowi wyznawanego przez nich prawa. Wbrew pozorom powstrzymałem się wtedy od słów powszechnie uważanych za obelżywe. Niemniej nie zdążyłem, zgodnie z zapowiedzią, wydrukować podstawy prawnej moich wynurzeń żeby je dziś przedstawić, tak więc policja pozostaje w mroku. Warto zauważyć że moją ponawianą sugestie że mam na pendrivie stosownego pdfa zostały zbyte milczeniem, nie wiem czy to przejaw (rozsądnej) procedury, rozsądku, czy jakiejś mojej teczki…
Niemniej Pani aspirant była gotowa odpuścić mi puste obietnice, pendriva i pół godzinne spóźnienie, nie podzieliła natomiast mojego entuzjazmu jeśli chodzi o przesłuchania. Przy pierwszej serii pytań odpowiadała dość zdawkowo, chociaż merytorycznie. Udało się ustalić między innymi, czego nie potrafili wydusić policjanci przyłapani na gorącym uczynku, że akcją jednak ktoś dowodził i najwyraźniej był to młodszy inspektor “komisarz” Zalesiński, a na miejscu był też każdy okoliczny komendant (w tym momencie odniosłem wrażenie że pod Elbą walczyliśmy z policyjnym flashmobem). W każdym bądź razie pozyskane w ten sposób zeznania skrupulatnie zanotowałem w swoim mały a’la policyjnym notesiku ku pewnej konsternacji drugiej strony.
Stan ten jednak nie trwała długo, aspirant przejęła inicjatywę przystępując do procedury. W równie sprawnej kontrze szybko zepsułem zabawę oświadczają że jedyne co mogę zeznać to że odmawiam składania jakichkolwiek zeznań łącznie z tym czy uważam się za winnego czy nie. O ile pierwsza część została zaakceptowana ostatnia była najwyraźniej zupełnie nietaktowa i wymagała osobnej adnotacji na formularzu. Faux pass okazało się też samowolne skreślenie pustych pól których pani aspirant nie raczyła sama skreślić. Co ciekawe znacznie mniejszy opór wywołało dołączenie do zeznań uwagi że żądam ukarania dowodzących nielegalną eksmisją i próbą rozbicia legalnej demonstracji.
We wzruszająco nostalgicznym flashbacku dowiedziałem się też że pani aspirant była dzielnicową kiedy jeszcze istniała Fabryka, to nagranie nie prezentuje jakichkolwiek odstępstw od procedury, a kopanie dziewczyny w ciąży w ogóle nie miało miejsca bo mnie tam nie było.

Podsumowując;

  • dobrze że nie marnowałem czasu na pożyczenie tuby bo na komendzie i tak chyba nie było nikogo więcej żeby docenić przygotowany przeze mnie repertuar…
  • komenda jest w ślicznie odnowionym budynku, zaraz koło tragicznie wyglądającej biblioteki
  • Elba nie zginie
  • postanowiłem że przynajmniej na razie na wszelkie działania zaczepne ze strony policji będę odpowiadał eskalacją sytuacjonizmu. ma to porównywalne efekty z traktowaniem ich ‘serio’ a pozwala odczytywać ich absolutny brak zrozumienia w bardziej dobroduszny sposób
  • Andrzej dalej siedzi zamknięty, dalej żądamy jego bezwarunkowego uwolnienia, nie będziemy negocjować z terrorystami
  • Written by harce

    7 Maj, 2012 at 20:06

    kolejne wezwania, kolejne przesłuchania.

    z 4 uwagami

    Powyższe to wezwanie które przyszło na mój adres zameldowania. Policja postanowiła mnie ścigać za udział w demonstracji przeciw ich nielegalnej działalności którą z kolei nielegalnie próbowali rozbić. To pomimo że według rzecznika policji nie odbywała się tam żadna interwencja. Co więcej nikt z pośród kilkudziesięciu policjantów i policjantek których o to prosiłem nie był w stanie wskazać mi dowódcy akcji i wszyscy odmówili wylegitymowania się lub podania podstawy prawnej interwencji.
    Za kolejną akcję wezwania jeszcze nie dostałem ale nie wątpię że dostane. Tydzień później pod skłotem Przychodnia policja już zgrzeczniała ale ‘szpila’ ta sama; ponownie policja planowo zatrzymywała jedną lub dwie “najbardziej agresywne osoby” które wylosowała z tłumu oraz odprowadzała w miarę możliwości pod kamerami “rannego funkcjonariusza”, w miarę możliwości oczywiście ładną, drobną, kobietę. Pechowo stałem przy dwóch “najbardziej agresywnych” na których znienacka rzucili się tajniacy zza pleców żeby wciągnąć przed kordon, mało sam nie zostałem najbardziej jednym z nich. Ale jak zwykle było to dwóch młodych aktywistów, takich najłatwiej zastraszyć, na mnie też tego próbowali swojego czasu. Zresztą zarzuty też pewnie będą mieli te same.

    Na wszystkich takich akcjach w miarę możliwości pojawia się Andrzej, tak jak co roku przychodzę na współorganizowaną przez niego akcję która staje w gardle dowódcom warszawskiej policji jeszcze bardziej od działalności skłotersów.

    Tak więc 1 maja rano, przed kongresem Palikota policja zatrzymała Andrzeja Dołeckiego, prezesa stowarzyszenia Wolne Konopie, który miał przemawiać na kongresie. Podobnie jak zatrzymano go przed kongresem na którym mieli ogłaszać współpracę WK i Palikota i wspólny start do sejmu przed wyborami. Podobnie jak rankiem przed akcją pod sejmem 2 miesiące temu kiedy policja przy okazji zatrzymała też kierowcę wana tak żeby na miejsce nie dotarło nagłośnienie i organizator. Ten sam system zastosowali przed ostatnim Marszem Wyzwolenia Konopi, kiedy na dwa dni przed policja rozpoczęła regularną łapankę na organizatorów, łącznie ze szturmem antyterrorystów na jeden z lokali organizacyjnych. 6 TIRów – platform muzycznych zablokowano pod pretekstem problemów technicznych. Dzięki dezorganizacji i prowokatorom udało im się oczernić kolejną masywną demonstrację, więcej o tym.
    W tym roku na Marszu Wyzwolenia Konopi odbywającym się 26 maja Andrzeja nie będzie, dostał 3 miesiące “sankcji” czyli aresztu za jakąś absurdalną sprawę wyciągniętą z kapelusza.

    Nie mam nastroju na manifesty, spisuje to tylko po to żeby nie milczeć. Chociaż problemem jest o że dyskurs “prześladowań” jest teraz okupowany przez wirtualną rzeczywistość komediantów z PiSu. Zresztą ruch anarchistyczny do tego stopnia przywykł że nikogo nie dziwią policyjne łapanki, normą są bezpodstawne zarzuty i aresztowania i powoduje że problemem jest zakomunikowanie realnej sytuacji celowej, motywowanej politycznie działalności aparatu represji. Zresztą jeśli chodzi o akcje przeciw WK to jest to dokładnie schemat według którego dezorganizowano opozycję w poprzednim systemie.
    Ciekaw jestem co powiedziała by polska prawica gdyby spotkały ich takie, rzeczywiste, represje.

    A i jeszcze w odniesieniu do najczęstszej krytyki środowisk wolnościowych – i nie wątpię że jeśli dojdzie do radykalizacji nastrojów społecznych na większą skalę nagle okrze się że możliwe są ustępstwa i depenalizacja marihuany tak jak rzucono alkohol do sklepów w dniu nabożeństwa dla młodzieży podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła 2. Może i jest to ‘hedonistyczny’ wycinek walki o prawo do samodecydowania, niemniej jest to część walki społecznej, jest to ruch poddawany stałym państwowym represjom za sprzeciw wobec ich arbitralnego modelu “sprawiedliwości”.

    Tego samego dnia kiedy minister sprawiedliwości chce zalegalizować kłamstwa urzędników, mój przyjaciel ląduje w więzieniu za walkę o prawo do samostanowienia a ja siedzę z wezwaniem na komendę za sprzeciw wobec nielegalnej eksmisji. Jestem wkurwiony.

    Written by harce

    2 Maj, 2012 at 23:34

    Elba w mediach – szykują nam smear campaign

    z jednym komentarzem

    Jeszcze nie mam czasu żeby usiąść i napisać jakiegoś sensownego posta o całym zamieszaniu wokół Elby i skłotów w ogóle (a w głowie kołacze mi się też dalej to co chciałem napisać o akcji wokół ACTA :P), ale dysponujemy informacjami które warto opublikować zawczasu.
    W najbliższych dniach pójdą materiały przeciw Elbie/skłotersom sponsorowane najprawdopodobniej przez Stora Enso, redakcje TVN24 i Superekspresu mają najwyraźniej za małe przychody i trzeba dorobić. Akcja zapewne pod wodzą ich nowej agencji PRowej, OnBoard specjalizującej się między innymi w kryzysowym PR.
    Tak więc drogie korporacyjne szczurki, mam nadzieję że robicie na bieżąco porządny research i to czytacie, czekamy na wasz FUD!

    Swoją drogą gdybym prowadził wielki koncern papierniczy to raczej starał bym się, żeby skłotersi demonstrujący pod hasłem “nie ma Elby bez ognia” bardzo dbali o swój jak najlepszy image…

    Written by harce

    28 Marzec, 2012 at 07:44

    Napisane w anarchizm, skłoting

    Kapitalizm, terroryzm i takie tam…

    Skomentuj »

    Kolega z Dublina właśnie opublikował nagranie z lokalnego radia. Opis Irlandzkiej rzeczywistości z perspektywy taksówkarza; opiewany przez ekonomistów i ideologów kapitalizmu cud gospodarczy który miał wszystkim zapewnić dobrobyt zmienił się w powrót do stanu z lat 50.

    Nastroje niech odda pożegnanie taksówkarza z klientem – byłym dyrektorem banku AiB (którego dług dobił ‘celtyckiego tygrysa’); “Ceausescu rozstrzelano”. Na początku rozmowy mowa o targach pracy gdzie prezentowano oferty pracy za granicami Irlandii. Artykuł o “emigration fair” zaczyna się od innej anegdoty;

    Oficer gestapo odwiedzający studio artysty podnosi pocztówkę z Guerniki pytając “to twoja praca?”. Nie, odpowiada Picasso, to twoja robota, weź to jako pamiątkę.

    Tak wygląda sytuacja z perspektywy komentarzy dopuszczanych w mainstreamowych mediach. Jeśli chodzi o ogląd sytuacji społeczno ekonomicznej z perspektywy bardziej radykalnej polecam stronę Workers Solidarity Movement i ich wydawaną od 20 lat gazetę.

    W każdym bądź razie Irlandia idzie na dno gdyż ekonomia została zupełnie uzależniona od zagranicznych korporacji które właśnie przenoszą swoje fabryki do bardziej atrakcyjnych krajów rozwijających się (w tym Polski), oraz dlatego że tak jak w większości krajów (w tym w Polsce) nie udało się powstrzymać rządu przed decyzją o spłaceniu długu banków.
    Obywatelom Islandii udało się powstrzymać (obalić) swój rząd przed takimi krokami, więc rząd Wielkiej Brytanii zadeklarował że jest to kraj terrorystów, O ile mi wiadomo ci terroryści nie dogrzewają teraz mieszkań na irlandzką modłę paląc buty i taśmy VHS.
    U nas publikuje się jeszcze peony pochwalne na rzecz kapitalizmu i jego dalszej deregulacji, może tylko trochę bardziej zawoalowane, w tym kierunku działa też zresztą “lewica” typu SLD i RPP. W Irlandii jakoś ten nurt słabnie, może ma na to wpływ świadomość wymierającego jak populacja lemingów poparcia dla tej koncepcji. A może też świadomość dalszego funkcjonowania IRA? W końcu jeszcze do niedawna Irlandczycy uchodzili w UK za naród terrorystów. W Polsce kojarzy się IRA tylko z walką zbrojną przeciwko Wielkiej Brytanii której zaprzestali, zapominając że jest to też dalej socjalistyczna organizacja społeczna. Zdarzyło mi się widzieć jej członków ochraniających anarchistyczne zeskłotowane kino przed policją, czy pojawiających się wokół kluczowych kampanii protestów społecznych. Pytanie jak duże pokłady cierpliwości ma ta stojąca poza światłem kamer i z dala od polityki parlamentarnej populacja Irlandii i jaka jest obecnie jej realna siła.

    Jak czasami rzucał właściciel pubu w którym sporo siedziałem; “IRA definitywnie rozbrajała się ze 2 razy, oni chyba dalej tego nie rozumieją”.

    Written by harce

    6 Marzec, 2012 at 16:05

    Napisane w anarchizm, dublin

    #freelab

    z jednym komentarzem

    Petros, kolega z hackerspejsa i jego partnerka Natalia zbankrutowali. Formalnie, z fanfarami, zamknięciem firmy, skarbówką itd. Spodziewam się że takich historii będzie teraz już tylko więcej, ew. większość ugrzęźnie gdzieś na krawędzi tej przepaści. Co odróżnia tych dwoje to fakt że odchowali już dzieci i zamiast zaciągać kolejne kredyty i liczyć że jakoś dociągną do emerytury postanowili pójść w innym kierunku.

    Z Petrosem od pierwszych spotkań w HSie gadaliśmy o anarchizmie, samoorganizacji i ich potencjale. Teraz niemalże dosłownie złapał mnie za fraki, ze dwa czy trzy razy spotkaliśmy się na Syrenie gdzie ledwo przytomny próbowałem odpowiadać na burzę jego pytań praktycznych, technicznych i ideologicznych z czego w ciężki do odtworzenia sposób wykuł koncepcję FreeLabu i wespół z Natalią decyzję że porzucają system żeby zgłębić alternatywy. Za moją namową swoją podróż przez anarchistyczny półświatek i inne przestrzenie sprzeciwu i oporu na które miałem ich nakierować zaczęli dokumentować na blogu.

    Tak więc jedno to blog który może być ciekawy jeśli rzeczywiście ruszą w podróż po europie, czy nawet ich podróż bardziej lokalna z drobnomieszczańskich pieleszy klasy średniej w świat czegoś co jeszcze niedawno równie dobrze mogło by być dla nich “lewacką ekstremą”.
    Osobną sprawą jest FreeLab. Na początku miało być poszukiwanie i nauka, tymczasem Petros postanowił skoczyć na głęboką wodę i stworzyć przestrzeń która ma być połączeniem hipisiarskiej czy anarchistycznej wiejskiej permakulturalnej komuny, hackerspejsa i thinktanku. Ogólny kierunek zawiera się w manifeście, na blogu opublikowali już też więcej materiałów na temat projektu; tag freelab.
    Oczywiście spodziewam się natychmiastowej krytyki jako lifestylerskiej reanimacji koncepcji tymczasowych stref autonomicznych Hakim Baya (co od razu wytknął mu kolega ze stanów), opcjonalnie zapał neofity oraz że to nierealne itd. Obu pierwszych zarzutów nawet nie będę próbował odpierać, myślę że freelab jak najbardziej wpisuje się w koncepcję TAZ, ale też mniej więcej taka jest przypisywana mu rola. Nikt nie planuje wywrócić systemu jednym czy i setką freelabów, ma to być przestrzeń bezpieczniejsza i wygodniejsza niż te w których funkcjonujemy w mieście (o nowym skłocie w byłej przychodni gruźliczej nie wspominając :P). Jednym z haseł którym obracaliśmy był zresztą ‘dom starców’ czy miejsce do wypoczynku dla aktywistów.
    Przypomniało mi to też że zaczynając swoją ‘karierę’ jako niepełnoletni jeszcze aktywista też włączyłem się w projekt wegańskiej wolnościowej osady, pamiętam jak mnie poruszyła sama szansa na wyniesienie się ‘poza system’. Co ciekawe uczestniczył w tym zresztą obecny prezes jednej z głównych organizacji obrony praw zwierząt w polsce, ale projekt zmarł zanim znalazła się przestrzeń. Petros tymczasem zdążył już załatwić teren i niemiłosiernie prze do przodu.

    Tak więc w zaskakującym tempie materializuje się projekt wiejskiej komuny hackersko-anarchistycznej. Głównym czynnikiem na którym projekt może teraz zawisnąć to ludzie. Potrzeba będzie co najmniej paru osób które przynajmniej na jakiś czas osiedlą się z nimi tak żeby wspólnie z/rozbudować przestrzeń i rozruszać projekt. Dla mnie jest to pytanie czy w polskim ruchu anarchistycznym znajdzie się jeszcze dość idealistycznych i skorych do działania w takich sposób aktywistów, mam nadzieję że tak i zapraszam do kontaktu z nimi.

    Written by harce

    28 Luty, 2012 at 23:47

    Napisane w anarchizm

    Co kiedy policja chce zamieszek?

    z jednym komentarzem

    Na indymediach [1,2] można przeczytać relację z dwóch dzisiejszych akcji, obserwowałem obie, w obu policja wybierała niepotrzebnie konfrontacyjne warianty zachowania. Uwerturą było nie wypuszczenie ani na zalegalizowaną, ani nawet na alternatywną trasę stosunkowo niedużej demonstracji ‘dni gniewu’. Głównym aktem natomiast cudowna kombinacja (przed)wczorajszych rajdów na biura Wolnych Konopi i dzisiejszego zatrzymania wszystkich 6 platform (załadowanych już sprzętem i przystrojonych tirów z naczepami) które miały uczestniczyć w marszu. Oczywiście rzecznik powie tylko o 2 których w ogóle nie dopuścili a nie o wszystkich które kazali rozładować i o zastraszonych kierowcach. Pozostała jedna furgonetka i licząc przyniesione przez anarchistów, młodych socjalistów i polikota 4 tuby.
    Efektem tych działań organizatorzy zostali w dużej mierze pozbawieni jakichkolwiek środków do ogarnięcia blisko 10 tysięcznego tłumu. Planowałem robić relację na indymedia a musiałem pomagać nie mogącym się przebić z informacjami aktywistą ‘hemp army’. Przy braku muzyki rosło napięcie, wobec ograniczonych możliwości organizatorów demonstracje próbowała kontrolować policja co powodowało jeszcze większą frustrację. Z tego co właśnie czytam na swój sposób odnotowali to nawet dziennikarze (chociaż znalezienie informacji o marszu zajmuje chwilę…)

    Na ul. Dobrej na Powiślu doszło do poważniejszych incydentów. W kierunku policjantów poleciało kilkanaście butelek po piwie i kilka jajek. Sytuacja zrobiła się napięta – policjanci założyli hełmy i tarcze oraz ściągnęli posiłki, marsz się zatrzymał. Napięcie rozładowali organizatorzy, których furgonetka wysunęła się na czoło manifestacji. Wezwali do pokojowego demonstrowania. Od tego czasu częstotliwość antypolicyjnych okrzyków wyraźnie spadła, nie było też kolejnych incydentów.

    Tysiące ludzi na ulicach stolicy. “Sadzić, palić”

    Organizatorzy robili co tylko mogli żeby masywna demonstracja przeszła spokojnie, dowództwo policji co tylko było w stanie żeby doprowadzić do zamieszek. Pięknym podsumowaniem była pikieta solidarnościowa z zatrzymanymi na Wilczej gdzie starszy stopniem policjant uprzejmie przywitał grupę z którą przyszedłem ciepłym “co tu robicie? domu nie macie? spierdalajcie!”. Następnie policja przystąpiła do ustawicznego spisywania wszystkich którzy odważyli się przyjść na zalegalizowaną uprzednio pikietę….

    update:
    Na facebookowym profilu Wolnych Konopi (działającym autonomicznie względem reszty organizacji) pojawił się opis zatrzymania ‘tylko dwóch z pośród ciężarówek’; facebook, pastebin (dostępne bez logowania).
    Zresztą warto zauważyć że na blisko 10 tysięczną (5-6 według policji która jest tu stroną) demonstrację nie pofatygowali się dziennikarze żadnej z głównych korporacji medialnych, tylko PAP więc jak zwykle mediów dużo przekaz jeden.

    Written by harce

    29 Maj, 2011 at 00:18

    Red herring po antysemicku.

    Skomentuj »

    Przeszło dwa tygodnie temu podjąłem się przedstawienia krytyki niedorzecznego paszkwilu popełnionego przez Davida Wildsteina na Forum Żydów Polskich pod tytułem “11 Listopada – wróćmy do tego tematu”. Tekst ten okazał się dla mnie jednak trudniejszy niż bym się spodziewał. Ze względu poziom absurdalności zarzutów ciężko mi było napisać trzymający się całości tekst odpowiadający na wszystkie zawarte tam wymysły. W międzyczasie coś bliższego temu napisał jeden z publicystów rozbrat.org do którego pozostaje mi odesłać, poniżej przytaczam pierwsze akapity;

    W tekście pod tytułem „11 listopad wróćmy do tego tematu” opublikowanym na stronie Forum Żydów Polskich David Wildstein podjął bezpardonową próbę ataku na Porozumienie 11 listopada. Próba ta, w swojej treści i założeniach porównywalna była jedynie z poziomem wypowiedzi Janusza Korwina-Mikke, który w trakcie debaty na temat tzw. Marszu Niepodległości usilnie przekonywał widzów Super Stacji, że demokracja to faszyzm .

    Przyczynkiem do krytyki Porozumienia 11 listopada oraz jej stanowiska m.in. wobec wszelkich form nacjonalizmu była analiza językowa oświadczenia zatytułowanego ”Nie ma złych i dobrych antyfaszystów”. W swoim tekście Dawid Wildstein przytacza tezę profesor Hannah Arendt mówiącą, że niedookreślenie języka stanowi jeden z zabiegów reżimów totalitarnych. Celem tego zabiegu jest uzyskanie słowa o znaczeniu skrajnie pejoratywnym, którym określać można wszystkich przeciwników politycznych.

    O ile trudno nie zgodzić się z tezą Arendt, o tyle dalszy ciąg wywodu pana Wildsteina nie jest już tak oczywisty. Autor krytyki stara się bowiem za wszelką cenę udowodnić, iż takie celowe niedookreślenie języka występuje właśnie w oświadczeniu Porozumienia. Zdaniem Wildsteina określenia takie, jak faszyści, nacjonaliści, rasiści i neonaziści pojawiając się w jednym tekście stają się ahistoryczne i zatracają swoje znaczenie tak, by mogły być wykorzystywane przeciw wszystkim wrogom politycznym autora stanowiska. Słowa te, jak zauważa zresztą sam analizujący pojawiają się jednak w zbitkach: (…)

    cały tekst – “W obronie „dobrego” nacjonalizmu przed „lewackim terrorem””

    Tekst porusza zasadniczą tezę artykułu pana Wildsteina odnośnie zmiany znaczeń słów wyznaczających wrogów. Nie rozwija jednak najciekawszego dla mnie wątku, to znaczy płynności znaczeń (Arendtowskiej nie Baumanowskiej) w najwyraźniej totalitarnych ustach samego autora.
    We wcześniejszym tekście popełnionym dla rzepy “Biesy na Nowym Świecie” przestrzega on przed widmem komunizmu;

    Redaktor „Wyborczej” usiłował także wytłumaczyć obecnym na sali (zakładając widocznie ich niewiedzę), że komunizm był złą ideologią, która zabiła wiele osób. Mówił to w siedzibie organizacji wydającej dzieła Lenina, adresując swoje przedszkolne refleksje do grup chlubiących się kontynuacją czerwonej tradycji.

    skądinąd dalej przekręca lub zmyśla parę cytatów mających dalej przedstawić komunistyczną krnąbrność tłumu z pod szyldu porozumienia 11 listopada. Tymczasem jeżeli korzystając z jego metodologi rozpatrywać kolejny paszkwil komuniści to godni pochwały bojownicy o wolność narodów (w końcu to wyraźnie zbitka!);

    Nacjonalistami byli rewolucjoniści francuscy, istniał nacjonalizm komunistyczny, ruchy nacjonalistyczne Ameryki Łacińskiej doprowadziły do zniesienia niewolnictwa.

    Dalej woltyżerką godną najlepszych cyrków opis agend poszczególnych grup sprowadza do jakiejś absurdalnej wizji antysemityzmu porozumienia

    Ci wszyscy, którzy nie podzielają aktualnych poglądów ruchu 11 Listopada. Np. w kwestii oceny polityki Izraela. Są rasistami, nazistami i neofaszystami.

    Antysemityzm zachodni, przybrany w łatki antysyjonizmu (acz realnie znacząco wykraczający poza racjonalną krytykę politycznych działań Państwa Izraela), w swej treści nie jest ani lepszy ani gorszy od antysemityzmu ONRu.

    Pojawiają się też oczywiście “zbitki” jasno mające dać do zrozumienia że porozumienie to “skrajna organizacja”. Skrajni zachodni lewaccy antysemici w przebraniu antysyjonistów? Kto? Otwarta Rzeczpospolita? Stowarzyszenie Nigdy Więcej? Jidysz lebt? Żydowska Ogólnopolska Organizacja Młodzieżowa? Antifa?

    Na miłość bakunina, wygląda na to że praktycznie każda organizacja w tym kraju która podejmuje się walki z antysemityzmem jest w praktyce awangardą zachodniego antysemityzmu! Toż to demaskacja godna tych które w innej książce wyśmiewał przytaczany przez Wildsteina Dostojewski!
    Co więcej Kampania Solidarności z Palestyną i Żydowska Młodzież na równi dążą najwyraźniej do samozniszczenia, bo jeśli pan Wildstein tak się broni przed zmianą znaczeń to pamiętajmy że Palestyńczycy też są Semitami. Czy może hasło “antysemityzm” ma tu oznaczać wroga, niezależnie od jego realnych poglądów?

    Pytanie które należało by zadać to czy tworząc te wypociny pan Wildstein pofatygował się chociaż żeby sprawdzić kto stanowi owo diaboliczne porozumienie? Czy rozumie że jest to koalicja wielu organizacji o bardzo różnych światopoglądach? Albo i bardziej bezpośrednie – czy pojawiła się tam może refleksja że broni tych którzy nie mieli by większych zahamowań żeby go skatować przed tymi którzy nie raz stawiają na linii swoje życie żeby powstrzymać jego ukochanych bojowników o lepsze, nacjonalistyczne, jutro przed jego realizacją? No bo przecież poza dążeniem do swoich szczytnych idei nie omieszkają urządzić rocznicy rajdu na Myślenice czy obić Naczelnego Rabina Polski… chociaż może zwalczają jego zachodni antysemityzm?

    Po co ufać mi, można spytać np. pana Rybarczyka z rzeczpospolitej czy 11 listopada nie mieli informacji o setce kiboli (o przepraszam, nacjonalistów nie mających nic wspólnego z faszyzmem czy rasizmem, ot patriotów) szturmujących legalną pikietę wespół z oddziałem prewencji który ją na kiboli spychał na ulicy Podwale? Z góry odpowiadam – oczywiście że miał bo sam do niego z tą informacją dzwoniłem. Czemu tego rzeczpospolita nie opisuje a pan tworzy jakieś mityczne akty agresji z naszej strony czy też walki z policją których w ogóle nie było? Bo ludzie tacy jak redakcja rzeczpospolitej i pan, panie Wildstein wolą substytuować rzeczywistość swoimi fobiami i fantazjami.

    Written by harce

    12 Marzec, 2011 at 00:37

    Notatka na marginesie lektury socjologicznej

    Skomentuj »

    Wokół nas dogorywają pozostałości epoki fordyzmu, coraz głębiej zanurzamy się w płynnym postmodernizmie. Aktualny (nie współczesny) anarchizm (kooperatystyczny czy inny nie syndykalistyczny) mógł by mieć potencjał adaptacyjny któremu nie może dorównać żadna inna doktryna społeczno-polityczna. “Makers” Doctorowa czy “The Homebrew Industrial Revolution” to lektura równie istotna dla współczesnych anarchistów co Abramowski czy Kropotkin.
    Tymczasem dalej dążymy do reprodukcji starych instytucji anarchistycznych…

    Written by harce

    1 Marzec, 2011 at 23:20

    56 z 56.000?

    z jednym komentarzem

    W czwartek odbyła się demonstracja przeciwko (przegłosowanej już przez sejm) reformie szkolnictwa wyższego. Termin kolidował z moim seminarium dyplomowym, ale po wyjaśnieniu mojego problemu zostałem z niego przez panią profesor zwolniony, co więcej pani profesor dziwiła się ze dziekan nie zarządził godzin dziekańskich dla całego wydziału tak żeby wszyscy mogli uczestniczyć w demonstracji.
    Na facebooku widziałem że w akcji zamierza uczestniczyć część ludzi z mojej specjalizacji, nie rozumiałem czemu nie wszyscy. Ale nienaturalny, groteskowy i porażający jest dla mnie fakt że żadnego z nich nie zobaczyłem na demonstracji w której uczestniczyło ledwie ponad 50 osób. Na samym UW studiuje 56 tysięcy ludzi. Na pozostałych uczelniach co najmniej drugie tyle, nie mam pojęcia jaka jest ogólna populacja studentów w Warszawie. Z całą pewnością nie jest to trochę ponad 50 osób.
    Spotkałem większość znanych mi anarchistów studiujących na UW. Temat reformy jest dla nas kontrowersyjny – uznajemy potrzebę radykalnych zmian na uczelniach i nie chcemy ani państwowej kontroli ani komercjalizacji i wcześniej czy później prywatyzacji uczelni. Protest przeciwko reformom, skierowany do prezydenta nie jest dla nas realną czy w jakimkolwiek sensowną metodą działa. A jednak pewnie 1/5 “tłumu” stanowili anarchiści i anarchistki gotowi odłożyć na bok swoje ideały byle by sprzeciwić się jeszcze gorszemu modelowi. Tymczasem większość studentów nie była zainteresowana obroną swoich własnego, bezpośredniego interesu.

    Akcja była za słabo nagłośniona, na moim wydziale byłem jedyną osobą gotową wyłożyć parę złotych i poświęcić czas na skserowanie i rozwieszenie plakatów. Akcja odbywała się pod pustym pałacem prezydenckim (prezydent mieszka na powiślu we własnym mieszkaniu). Jednak na facebooku zgłosiło się ponad 5000 ludzi, w ciągu dnia paru grupom zajęciowym przypominałem o demonstracji, parę osób od razu mówiło że się nie pojawi bo ma inne “ważne” sprawy. Może nie należy ustalać akcji w porze kiedy leci “m jak miłość”?

    Nie ma już życia akademickiego, nie ma kultury akademickiej czy studenckiej, zostały pogrzebane – nie sprawiają już problemów dziekanom, nikt nie protestuje, wszyscy się cieszą, a studenci biegają z wydziału do pracy i z powrotem na wydział. Jestem zgorszony, zniesmaczony i sfrustrowany.

    Dlatego podejmuje projekt – w ciągu najbliższego miesiąca spróbuje stworzyć na swoim wydziale grupę która przyjmie za swoje zadanie zmian obecnego stanu rzeczy. Jeśli się uda pierwszymi wyznacznikami jej działania będzie zapewne zorganizowanie dyskusji/panelu z pracownikami naukowymi wydziału pedagogiki na temat komercjalizacji i jej patologicznych efektów oraz obalenie naszego fasadowego “samorządu”. W związku z tym, tymczasowo, minimalizuję swoją aktywność w innych projektach.
    Jeżeli dopuścimy do komercjalizacji edukacji wyższej stracimy potężny potencjał wykształcenia krytycznego dyskursu którego tak brakuje w sferze publicznej, być może walka przeciwko próbie zabicia resztek akademickiej niezależności będzie polem na której się zrodzi…

    Notatka z akcji na indymediach, dobry post na ten sam temat na blogu wulgarny marksizm, doceniam pojęcie clicktivism, zdecydowanie trzeba je zaadaptować.

    Written by harce

    19 Luty, 2011 at 18:58

    11 listopada na filmie

    z jednym komentarzem

    Świetny materiał zmontowany przez Rafe, trochę mojego materiału też się załapało.

    Written by harce

    6 Luty, 2011 at 13:16

    Follow

    Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.