Archiwum kategorii ‘media’
fryty za darmo rulz
nieskromnie tudzież w przejawie bezczelnej autopromocji chciałbym zauważyć że film przy którym pracowałem i za którego dźwięk jestem odpowiedzialny wczoraj wygrał tytuł najlepszej irlandzkiej krótkometrażówki na festiwalu filmów w Cork – “free chips forever!”, iftn
prasówka iran – technologia, rewolucje na twitterze i facebooku nie są fajne
najpierw przez prawie tydzień była u mnie w odwiedzinach koleżanka, potem pracowałem a teraz raczej pochłania mnie to jak by tu shellowi popsuć szyki ale praktycznie od pierwszych wiadomości na ten temat zamierzałem zmontować opracowanie o wykorzystaniu internetu w rewolcie w iranie oraz pobliskich tematycznie wydarzeniach (cenzura/filtrowania itd). wszystko poniekąd w myśl przewrotnej koncepcji ‘pożytku z pedofila‘ – pedofile to strefa buforowa której nie szkoda stracić i nieźli kamikadze-testerzy technologii które mogą być przydatne dla społeczeństwa do obrony przed rządem – siłą rzeczy rewolty i państwa totalitarne w zbliżony sposób pokazują co się sprawdza a co nie. może brzmi to cynicznie ale wolę się uczyć na błędach innych niż później sam żałować, oczywiście też w żadnym wypadku nie porównuje jednych do drugich.
na opracowanie czasu nie mam więc zrzucę tu linki które mi miały do niego posłużyć – coś w rodzaju prasówki na temat tego co się ostatnio działo (głównie w irańskim) internecie;
zdnet – Iranian opposition launches organized cyber attack against pro-Ahmadinejad sites
threatchaos – Hactivism in action. Twitter being used to spread DDoS instructions.
wybiórcza – Rewolucja na ulicach, rewolucja na Twitterze
slashdot – Iran Moves To End “Facebook Revolution”
renesys – Strange Changes in Iranian Transit
slashdot – 20 Years After Tiananmen, China Stifles Online Dissent
szczególnie istotny – opisuje jak na rocznice Tiananmen chiny po prostu zamykają/blokują dostęp do ‘groźnych’ usług.
parturbacje – The Revolution will be Tweeted
slashdot – Is China Creating the World’s Largest Botnet Army?
cse.umich – Analysis of the Green Dam Censorware System
cryptome – Iran Protest and Police Photos
slashdot – German Parliament Enacts Internet Censorship Law
slashdot – Proposed Canadian Law Would Allow Warrantless Searches
slashdot – Man Attacked In Ohio For Providing Iran Proxies
dowód na to jak realna jest przestrzeń wirtualna
indymedia – Podłoże irańskiej rebelii
raporty wybiórczej – Zamieszki w Teheranie
twitspam – Fake Iran election Tweeters
tropienie rządowej dezinformacji na twitterze
slashdot – The State of Iran’s Ongoing Netwar
slashdot – Statistical Suspicions In Iran’s Election
slashdot – A Black Day For Internet Freedom In Germany
wired Danger Room – Web Attacks Expand in Iran’s Cyber Battle (Updated Again)
nic o internecie bez anonim*
wired Danger Room – Iran: Before You Have That Twitter-Gasm….
w zasadzie zbywa całą teorię ‘twitterowej’ rewolucji
slashdot – Researchers Find Gaps In Iranian Filtering
slashdot – Best Handset For Freedom?
przydało by sie połączyć z informacjami o możliwościach analizy sieci komórkowych, pisałem o tym na blogu albo jest w delicious
emergent chaos – Chaos in Iran
dark reading – Researchers Build Anonymous, Browser-Based ‘Darknet’
mckeay – Green Dam stops a lot more than just Pr0n
wall streat jurnal – Iran’s Web Spying Aided By Western Technology
slashdot – Mass Arrests of Journalists Follow Iran Elections
eweek – Chinese Web Filtering Plans Come Under Attack
arbornetworks – Iran DDoS Activity: Chatter, Tools and Traffic Rates
isc.sans Iranian hacktivism
oba powyższe de facto analizują standardowe techniki haktywistyczne
register – Iranian hacktivists hand-crank DDoS attack
neteffect – More on the unintended consequences of DDoS attacks on pro-Ahmadinejad web-sites
przy poziomie scentralizowania irańskiej sieci pospolite ruszenie z atakami ddos nie ma sensu i blokuje i tak obcięte limity łącz
indymedia – Ręce precz od Irańczyków: analiza HOPI
wybiórcza – Irańska państwowa telewizja “udowadnia” – protesty zainicjowała BBC
slashdot – Could We Beam Broadband Internet Into Iran?
trochę ciekawych uwag ale głównie dyskusja polityczna
zdnet – Remote code execution exploit for Green Dam in the wild
patronus analytical – Twitter and disinformation in Iran
analiza struktur dezinformacyjnych na twitterze przy użyciu maltego
andrew hay – Protesting Using Computers != Cyberwar
nie czytam za dużo polskich mediów i nie wiem na ile tego używają ale pewnie dobrze odrazu to podkreślać
reuters – Pentagon approves creation of cyber command
biorąc pod uwagę w miarę świeże raporty na temat wojskowej inwigilacji ruchów społecznych wewnątrz USA (crytone/wikileaks) ciężko mi wierzyć że to tylko inicjatywa ‘na zewnątrz’. enter little brother
inquirer – Iranian hackers attack the US
n00bs
Cyberwar Guide To Helping The Iranian Protesters
wybiórcza – Apel w sprawie “zielonej zapory” w internecie
cenzura bywa niewygodna dla korporacji
indymedia – Siemens dostawcą sprzętu inwigilującego dla Iranu
przydało by się znaleźć anglojęzyczny post zachwycającego się jak wspaniałym i przydatnym do organizacji narzędziem jest facebook (zmiana przepisów w Kanadzie?)
harce – indymedia i grodzenie internetu
odpowiedź/komentarz do powyższego
moja zasadnicza konkluzja to konieczność rozwinięcia autonomicznych i zdecentralizowanych sieci które pozwoliły by ominąć rządową cenzurę, idealnie także z łączami przecinającymi granicę, oraz to że kluczowe jest przygotowanie jej zawczasu a nie obudzenie się z ręką w czymś niemiłym.
nie mam wątpliwości że niezależnie od zmian, każdy kolejny rząd będzie coraz bardziej cisnął w kierunku cenzury a obrazy z Irlandzkiej mieściny Rossport kolejny raz przypomniały mi jak blisko żyjemy od totalitarnej dyktatury; prawie wszystkie potrzebne elementy są już na miejscu, brakuje tylko większego konfliktu władzy ze społeczeństwem.
open wireless network
open mesh store
Netsukuku
w zasadzie to czego nam potrzeba
a yeah, i kilkadziesiąt zakładek mniej do ładowania :]
last.fm nie zarabia na tobie dostatecznie dużo
zgodnie z zapowiedziami radio serwisu last.fm zostało odłączone, ja straciłem dostęp wczoraj w nocy. bezpośrednią przyczyną jest “nierentowność” udostępniania ludziom z większości europy muzyki za darmo. New York Times nazywa to zjawisko “paradoksem międzynarodowym” (via slashdot) – serwisy typu web2.0 płacą wysoką cenę za swoja popularność – o ile ich treść w większości jest generowana przez użytkowników (np. flickr, youtube) to koszta jej dystrybucji mimo wszystko ponoszą firmy tak więc myspace (własność koncernu Ruperta Murdocha, niebezpiecznego ultra-prawicowca), facebook (prawdopodobnie własność CIA) czy youtube (własność Wielkiego Brata, Google) zamierzają najwyraźniej obniżyć w mniej rentownych krajach jakość (stworzonych przez użytkowników) mediów tak żeby biedni nie sprawiali im za dużego kłopotu… no a last.fm (też własność News Corp/Murdocha) wyłączyło radio (dokładniej – wprowadziło przymusowe opłaty, co dla większości użytkowników sieci jest tożsame).
tak więc, jako że jest to niezły motywator/stymulant żeby opuścić korporacyjne tereny sieci, a przynajmniej kolejny ich fragment, postanowiłem przenieść się z moim archiwum na open sourcową alternatywę dla last.fm – libre.fm i tylko tam prowadzić scrobling, chociaż trzeba zauważyć że cały projekt jest obecnie w wersji alpha i raczej nie nadaje się jeszcze dla osób przyzwyczajonych do gładkich i wygodnych serwisów “web2.0″, ma natomiast niezły potencjał i sporo zapału (ciekawy art na ten temat: Libre.fm – Building An Open Last.fm).
jeśli chodzi o radio po prostu w całości “czas antenowy” zastąpią normalne radia internetowe i serwis jamendo serwujący za darmo muzykę licencjonowaną na creative commons i pozwalający przesłać pieniądze bezpośrednio artystom, w przyszłości ma być zresztą najwyraźniej zintegrowany z libre.fm
jak będę miał czas i nie zapomnę to spiszę i opublikuje info o tym co i jak, a na razie mój profil (jeszcze nie kompletny), info o scroblingu (niekoniecznie aktualne), info o migracji
a w międzyczasie hobbyści mogą powróżyć z fusów ilu użytkowników lastfm straci na rzecz alternatyw dzięki swoim decyzją. w kolejnym odcinaku migracja twittera na identi.ca.
G20/londyn od środka
zdecydowanie za długo próbuję się zebrać do napisania tego posta i sprawa się już zdążyła przedawnić więc żeby było cokolwiek będzie hasłowo,
• media (oczywiście) zniekształcają obraz anarchistów, w relacjach ciągle pojawiają się odniesienia do dowódców, organizatorów, liderów, skłoty zmieniają się w “bazy” itd.
tak więc krótko o tym jak wygląda organizacja anarchistycznych akcji od środka, wcześniej chciałem dokładnie opisać całą swoją “historię” ale moja paranoja podpowiada mi że to udostępnienie zbyt wielu informacji, tak więc musicie mi uwierzyć na słowo;
• media zazwyczaj określają “czarny blok” jako anarchistów i zdają się wychodzić z założenia ze to wszyscy anarchiści którzy uczestniczą w proteście
• anarchiści mają według mediów próbować wmieszać się pośród “normalnych/pokojowych demonstrantów”
• biblioteka kongresu (USA) ma w zbiorach film/animację z 1900któregoś prezentującą protesty/akcje anarchistów jako akty terroru grążące chaosem – media niewiele się od wtedy zmieniły w tym zakresie
oba stwierdzenia są fałszywe, duże akcje takie jak ta w londynie są przeważnie organizowane przez koalicję/koordynujące się między sobą grupy/kampanie/organizacje. praktycznie zawsze w organizacji uczestniczą osoby które są tam oddelegowane z grup anarchistycznych lub są anarchistami. w anglii tak samo jak w polsce znaczna część “aktywistów” – osób biorących udział w tego typu akcjach to anarchiści/autonomiczni marksiści czy osoby nie określające się politycznie ale oscylujące wokół tych poglądów, chociaż występują w ramach różnych grup. w przypadku londynu anarchistów biorących udział w działania czarnego bloku było pewnie tyle samo co wśród “hipisów” biorących udział w “miejskim obozie klimatycznym” i w innych kolorowych demonstracjach.
zaraz po szczycie spędziłem parę dni na wsi z grupą akademików o poglądach wolnościowych/anarchistycznych z których część brała udział w organizacji i koordynacji “wyższej warstwy” akcji – organizowali demonstracje, koordynowali grupy i tak dalej.
parę dni wcześniej uczestniczyłem w “niższej warstwie” organizacji. grupy anarchistyczne i często powstające na miejscu kolektywy samoorganizują się niezależnie od wszelkich organizatorów. zawiązany na skłocie na Earl Street kolektyw zajął się organizacją działań tego miejsca wliczając w to wyżywienie nocujących tam aktywistów oraz jego ochronę (między innymi przed policyjną infiltracją, pijakami itd) – ubrani na czarno i kryjący twarze pod kominiarkami “ochroniarze/rki” są takimi samymi anarchistami co ci ubrani kolorowo gotujący posiłki. w obu funkcjach zresztą uczestniczyły tak samo kobiety jak i mężczyźni.
według szacunków policji, drugiej nocy (z 1 na 2gi) w budynku nocowało do tysiąca osób, sam nie jestem w stanie ocenić ile dokładnie ich było ale na pewno zapewniliśmy nocleg dla kilkuset osób po tym jak policja rozbiła obóz ekologiczny, ludzie nocowali w wielkich salach na trzech pietrach i wszędzie było pełno. większość jeśli nie wszyscy dostali ciepły posiłek i została poinformowana o planie obrony budynku przed policją stworzonym konsensualnie przez wszystkich znajdujących się wcześniej w budynku. na pytanie zadane przez jedną z uczestniczących w nim osób (pewnie biorący udział w takiej akcji po raz pierwszy) “ale kto tu odpowiada za organizację/rządzi” natychmiast parę osób odpowiedziało “ty”. osoby z kolektywu który wcześniej zajmował się organizacją przestrzeni poinformowały tylko jak wyglądały wcześniej podjęte działania i służyły większą wiedzą na temat budynku, nie miały większego wpływu na proces decyzyjny. moderatorem została osoba która przyszła na skłot niewiele wcześniej. żadna decyzja nie została podjęta przez głosowanie większościowe. udział w wartach czy pracach kuchni był decyzją danej osoby, bez problemu ochotnikami obsadzone zostały wszystkie nocne zmiany na warcie.
2giego kwietnia policja od rana przeszukiwała wszystkich opuszczających skłot, ich działania z dachu skłotu monitorowało parę osób (przy okazji od czasu do czasu na policje pokrzykując żeby lepiej przeszukiwali tych “groźnych terrorystycznych hipisów” lub przechodzących biznesmenów),
około 12:30 policja zaczyna szturm na nasz budynek i na skłot ramp art w innej części miasta. jako że budynek był zabarykadowany i kolejne barykady zostały wzniesione naprędce w trakcie szturmu sporo czasu zajmuje im dostanie się na piętro gdzie znajdowało się 40 osób dalej pozostających w budynku, wszyscy poddajemy się bez oporu, walka nie miała by sensu.
policjanci odruchowo niszczą kamerę i aparat fotograficzny. kolejne dwie godziny spędzamy skuci kajdankami na bazie “podejrzenia o popełnienie przestępstwa” czy inny bezzasadny pretekst. policjanci fotografują wszystkich, zmuszają do pokazania ramion, pleców i czubka głowy szukając obrażeń od policyjnych pałek z poprzedniego dnia. 3 osoby odmawiające podania danych (co jest w UK legalne) zostają aresztowane. chwilę później robotnicy blokują wejście osłaniani przez kordon policji, eksmisja budynku była nielegalna.
według relacji prasowej komendant policji z zaskoczeniem stwierdza że zatrzymani “wyglądają jak ludzie których można spotkać na dowolnym festiwalu muzycznym”.
po eksmisji praktycznie wszyscy zaangażowani w organizację tej przestrzeni (minus aresztowani) przenieśli się na skłot ramp art (którego policja nie odważyła się eksmitować), na wspólnym spotkaniu z przedstawicielem kolektywu rampart zgodziliśmy się przejąć opiekę nad przestrzenią na tą noc i zapewnić infrastrukturę dla dalej potrzebujących noclegu/wyżywienia aktywistów. tym razem obchodzi się bez problemów.
jeszcze trzy uwagi:
- wszyscy z którymi gadałem uważają że wybicie szyb w bank of scotland wygląda bardzo dziwnie, albo dosłowniej – na prowokacje policyjną. dziwne że przed bankiem na dwa miesiące wcześniej określanym wprost jako “cel” nie ma żadnej policji i pojedynczy zamaskowany demonstrant wybija tam szyby przed tłumem reporterów, bez żadnego widocznego wsparcia czarnego bloku… jak dla mnie albo wandal-kamikadze albo policjant. wszyscy aresztowani w banku są młodsi niż przeciętni uczestnicy takich akcji i według miejscowych aktywistów mają “dziwne nazwiska”
- według znajomych którzy uczestniczyli w protestach momentami dookoła było więcej obserwujący i fotografujących/filmujących niż demonstrantów – myślę że videoaktywizm staje się zbędny, nasycenie sprzętem nagrywającym i “odbiorcze” nastawienie ludzi sięgnęło tak daleko że my nie musimy się już przejmować dokumentacją.
- warto zwrócić uwagę na prasowe relacje na temat śmierci Iana Tomlinsona zamordowanego przez policję – wszystkie media komercyjne od razu oskarżyły aktywistów że są jej winni, praktycznie przedrukowując oświadczenie policji (co jest standardem) mordy zamknęło im dopiero nagranie na którym widać że został on pobity przez policję i świadkowie na to że to przez policję nie dostał potrzebnej pomocy medycznej (policja odepchnęła naszą pomoc medyczną) o tym już tak chętnie nie piszą, i to na pierwszych stornach się nie pojawi. grunt to czarny PR dla anarchistów.
nie wiem czy warto dodawać cokolwiek więcej. normalne relacje można znaleźć na indymediach polskich i londyńskich oraz innych serwisach anarchistycznych/aktywistycznych, na polskim indy jest jeszcze inna osobista relacja
żądam natychmiastowej delegalizacji gałki muszkatołowej!
ministerstwo zdrowia zamierza wprowadzić *roślinę* salvia divinorum (szałwię wieszczą) na indeks nielegalnych substancji [gugiel], znajdzie się tam pośród heroiny i innych najmocniejszych środków psychotropowych. irytuje mnie to. mierzi.
nie używam szałwii, nie interesuje mnie odrywanie się od organizmu, raczej przeciwnie ale irytuje mnie że szałwia ma tam wylądować bo ludzie używają jej jako narkotyku. nie dlatego że jest groźna (a może być) tylko dlatego że ministerstwo nie chce żeby ludzie mieli halucynacje. ciekaw jestem kiedy do tych idiotów dotrze że nie da się zakazać i zabezpieczyć każdej substancji odurzającej/psychotropowej, że zakazami nabijają portfele mafii która chętnie dostarczy środki których ludzie będą się bali sami produkować.
kiedy ministerstwo odkryje że gałka muszkatołowa czy cukier to też substancje psychoaktywne? czy ich też zakażą?> czy afery wokół cukrowni nabiorą zupełnie nowego znaczenia a może nawet doczekamy się demonstracji gospodyń domowych otwarcie przyznających że używają gałki muszkatołowej?
ministerstwo swoimi listami zakazanych środków osiąga efekt podobny do kampanii “zażywasz przegrywasz” – największej porażki w historii polskiej “wojny z narkotykami” która udowodniła dziesiątkom tysięcy młodych ludzi że skoro po lekkich narkotykach nic złego się nie stało to informacje na temat tych ciężkich też są nic nie warte. zamiast zapewnić porządną, opartą na faktach a nie burżuazyjnej moralności, edukację, problem spycha się pod dywan a tysiące ludzi posyła do więzienia za to że nie jest im dobrze z zastaną rzeczywistością i próbują od niej uciec w głupi sposób, albo po prostu chcą spróbować czegoś nowego.
z tego co widać w internecie oczywiście aktywnie całą inicjatywę wspomoże też kościół – jeszcze nie daj Bakuninie do ludzi dotrze że mogą mieć wizje identyczne z biblijnymi jak tylko wezmą kwasa czy szałwie a np. Księga Objawienia aka Apokalipsa Świętego Jana to po prostu zapis halucynacji po jakichś narkotykach?
swoją drogą mam przyjaciela który co jakiś czas ląduje w szpitalach psychiatrycznych z objawami za które dawniej albo by go ukamienowano albo mianowano kolejnym mesjaszem.
na przekór całej tej dulszczyźnie, ignorancji i głupocie chciał bym zacząć kampanię na rzecz delegalizacji gałki muszkatołowej. jedno co mnie powstrzymuje to obawa że mogła by ona odnieść sukces.
indymedia i grodzenie internetu
w końcu przetłumaczyłem tekst do którego zbierałem się od dnia jego publikacji, całe szczęście nie stracił na aktualności, znalazł się natomiast dla niego ciekawy kontekst który zmotywował mnie do pracy – kolektyw rozbrat założył sobie podcast “szumTV” i chwała im za to.
założyli go jednak na komercyjnym serwisie a nie na wolnościowym politube.org i to mnie boli. jeszcze bardziej boli mnie fakt że zrobili tak zapewne w równym stopniu ze względów estetycznych co za naradą pewnego kolegi. kolega ten poważnie i od dawna zaangażowany, w poza tym dość wątłą w polsce, działalność video-aktywistyczną doradził im jednak blip.tv.
tekst traktuje głównie o indymediach ale myślę że jest niezłym przyczynkiem do krytyki wykorzystania serwisów komercyjnych przez aktywistów, często podminowujące tworzenie bezpieczniejszych strategicznie ale i dosłownie alternatyw.
oryginalnie opublikowany: https://london.indymedia.org.uk/articles/203
oryginalna publikacja po polsku: http://pl.indymedia.org/pl/2009/01/41936.shtml
———————————
Indymedia i grodzenie internetu.
Oryginał opublikowany 9 Listopada 2008 przez Yossariana
Na globalnych listach imc-communication i imc-tech(1) doszło niedawno do kontrowersji w kwestii wniosku o grant wysokości 200,000$ wysłanej do fundacji Knight Foundation przez IMC(2) Boston na rozwój Drupala(3) dla stron Indymedia. Wniosek został zablokowany przez IMC Rosario z Argentyny. Jako aktywny wolontariusz techniczny budujący nową stronę Indymedia od mniej więcej roku, myślę że ta dyskusja zwróciła uwagę na parę ciekawych kwestii w zakresie kodu, korporacyjnych monopoli i dylematów przed którymi staje pokorny programista chcący pomóc rozpocząć rewolucję.
Trochę tła
Najpierw trochę o mnie. Żyję w Londynie, żyję z programowania i jestem zaangażowany w Indymedia od jesieni 2000 roku. Tak jak i wiele innych osób myślę o platformach technicznych na których stoją Indymedia.
Trochę problemów
Myślę, że jesteśmy w marnej kondycji w porównaniu ze stronami które są przeważnie własnością korporacji a do których często zwracają się aktywiści polityczni. Ludzie zasadniczo nie publikują już swoich video na Indymediach – ładują je na Youtube. Zdjęcia idą na Flickr. Nastąpiła eksplozja dobrych, politycznych treści publikowanych w sieci, ale nie na naszych stronach bo w wielu wypadkach łatwiej jest zarejestrować konto na Blogger.com i zamieścić je tam. Grupy polityczne nie informują już o swoim działaniu na Indymediach, zakładają profil na MySpace. W gruncie rzeczy, większość aktywistów politycznych nie zakłada kont emailowych na riseup.net czy aktivix.org czy jednej z wielu innych usług mejlowych prowadzonych przez aktywistów, zamiast tego zakładają konta na Gmail czy Hotmail. To ogólny problem i jest znacznie większy niż Indymedia czy lewicowy aktywizm, ale warto pomyśleć o tym jak możemy na niego odpowiedzieć.
Jedną konieczną odpowiedzią jest edukacja. Aktywiści którzy nigdy nie pomyśleli by o jedzeniu mięsa czy wyłamaniu się z pikiety nie mają żadnego problemu z przekazaniem całej swojej struktury komunikacyjnej w ręce Google, Yahoo, Microsoftu i Ruperta Murdocha. Istnieją ogromne problemy praktyczne odnośnie bezpieczeństwa komunikacji, własności danych, prywatności, cenzury treści i data miningu(4) zarówno ze strony korporacji jak i agencji państwowych. Z tego co widzę wszyscy począwszy od lewicujących NGO i aktywistów ekologicznych, przez związki zawodowe i aż do antyrządowych anarchistów i komunistów mają to samo nastawienie: nie ma problemu. Idź dalej. Zamknij się, jesteś geekiem(5).
Musimy tłumaczyć ludziom te kwestie w spójny i efektywny sposób. Może tłumaczenie, że to tak jak by organizowali wszystkie swoje zebrania polityczne w McDonaldsie i upewniali się że policja przyjdzie i wszystkich ich sfilmuje jest jednym z podejść.
Jednak sama edukacja nie rozwiąże problemu. Musimy zapewnić kontrolowane przez nas samych alternatywy.
Dawid vs Goliat: powrót
Jest z tym parę oczywistych problemów. Połączone budżety na rozwój samych Yahoo, Google i Microsoftu idą w miliardy dolarów rocznie i są w stanie skierować armię programistów do rozwiązania jakiegokolwiek problemu który stanie im na drodze. Mimo że są wysoce zbiurokratyzowani mają też luksus kolejnych miliardów dolarów którymi mogą kupić młode innowacyjne firmy.
Z drugiej strony, mamy parę w miarę ciężko pracujących geeków i dobrodziejstwo kodu udostępnionego przez ruch Free Software(6). O ile dawniej samo to nam wystarczyło, chciał bym zasugerować że jesteśmy w środku procesu monopolizacyjnego który zniszczył już inne formy radykalnych mediów w przeszłości. Ten nowy etap wprowadzi też jeszcze więcej związanych z nim problemów.
W zasadzie, myślę że stoimy przed powiązanymi ze sobą problemami niedokapitalizowania(7) i korporacyjnej monopolizacji.
Prowadziłem ostatnio małe badanie historyczne w zakresie prasy robotniczej, bardzo żywej we wczesnym XX wieku, znalazłem między innymi następującą analizę Noama Chomskiego:
Angielski Daily Herald (…) jeśli pamiętam poprawnie [miał] dwa razy więcej prenumerat niż London Times, Financial Times i Guardian razem wzięte we wczesnych latach 60 dwudziestego wieku i w rzeczy samej badania pokazywały że był czytany znacznie dokładniej i z większym zainteresowaniem przez swoich czytelników, ale był gazetą klasy pracującej. Reprezentował alternatywny punkt widzenia na świat. Teraz nie istnieje. Gazety klasy pracującej stały się tanimi tabloidami składającymi się z seksu, sportu i tak dalej – częścią odmóżdżenia mass. Nie doszło do tego siłą. Policjanci nie przyszli żeby ich zamknąć. Stało się tak ze względu na nacisk rynkowy. Gazety to korporacje które sprzedają produkt, czyli czytelników, do nabywców, czyli reklamodawców(8). Tak więc gazeta czy jakikolwiek inny periodyk jest w zasadzie korporacją sprzedającą produkt innym korporacjom. Sposób, w jaki się je sprzedaje to zwracanie uwagi na profil. Jeśli chcesz mieć zasoby w tym systemie musisz mieć wsparcie reklamodawców wyrażone w kapitale. A to oznacza, że musisz odwoływać się do ich poglądów na świat, ale też oznacza konieczność zorientować się na bogatszych czytelników z normalnymi profilami reklamowymi na które oni wszyscy są zorientowani. Te czynniki wyniszczą prasę niezależną. Tak stało się w Stanach Zjednoczonych dawno temu. Tak stało się w Wielkiej Brytanii w miarę niedawno, a efekty są porażające….
Moim zdaniem, proces który zajął być może 70 lat w przypadku drukowanej prasy radykalnej późnego XIX i wczesnego XX wieku powtarza się znacznie
szybciej w przypadku dzisiejszych radykalnych mediów internetowych. Jeśli ta ocena sytuacji jest poprawna, nasze problemy są znacznie większe niż większości z nas się wydaje. Rozpoznajemy już policję rekwirującą nasze serwery oraz aresztowanie i mordowanie naszych dziennikarzy jako poważne problemy. Myślę że będziemy musieli zmagać się z mniej wyrazistą lecz być może znacznie potężniejszą erozją naszej możliwości prezentowania informacji w sieci w sposób adekwatny dla osób używających naszych stron. Początki tego procesu widzimy już w tej chwili. Potencjalny publikujący na Indymediach myśli: mogę załadować video, ale nikt nie może go wygodnie obejrzeć na stronie? Opublikuję je na Youtube. Mogę opublikować raport ale moi przyjaciele nie są automatycznie powiadomieni przez Twittera? Zapomnijcie, Blogger tak robi. Mogę ogłosić że powstanie mojej nowej grupy politycznej ale nie mam jak wygodnie połączyć ich razem i mieć do nich dostęp przez API do dalszych zmian i filtrowania? Idę na Facebook i Yahoo Pipes.
Zauważcie że w tych przykładach ludzie nie szukają wyłącznie działania efektu sieci społecznościowych i ładnego interfejsu graficznego (mimo że też się dla nich liczą). Chcą dużej funkcjonalności i rosnącej interoperacyjności z szeregiem korporacyjnych usług których nie zauważyłem żeby ktoś systematycznie analizował z radykalnej perspektywy. Więc nie chodzi tylko o budżety rozwojowe wielkich korporacji medialnych, z którymi musimy konkurować, chodzi też o ich kontrolę nad usługami i de facto standardami które też będą dla nas coraz bardziej problematyczne.
Coś tak prostego jak dodanie linku “Digg this”(9) na stronie w CMSie Indymediów zapewne osłabiło by globalną sieć Indymedia prowokując [nierozstrzygalną - przyp. tłum.] dyskusję o względnych zaletach otwartej agregacji(10) względem wspierania kapitalistycznej firmy.
Co nam pozostaje / Co możemy zrobić?
Jednym rozwiązaniem było by rozwiązanie krótkoterminowe. Jesteśmy obecnie niedokapitalizowani, napiszmy podanie o grant i wprowadźmy trochę gotówki w systemy. Brzmi to znajomo biorąc pod uwagę ostatnie nagłówki dotyczące światowego kryzysu ekonomicznego: utrzyma wszystko w ruchu przez jakiś czas ale jeśli problem jest ciągły, nic nie da w dłuższym przedziale czasu. Odłóżmy na razie dyskusję na temat tego czy programiści Indymediów powinni być używani jako tanie zasoby rozwojowe dla sieci gazet Knight-Ridder i czy prawdopodobne jest żeby grupa Indymedia która nie jest w stanie przez 3 lata założyć strony na Drupalu miała jakąkolwiek szansę na otrzymanie 200,000$ na prowadzenie dużego projektu rozwojowego Drupala na bok. Ważniejsze pytanie brzmi jak długo możemy funkcjonować przy takim podejściu? Do jakiego modelu rozwoju nas prowadzi?
W ciągu zeszłego roku poświęciłem prawdopodobnie około tysiąc godzin roboczych na pisanie kodu dla Indymediów. Branie pieniędzy od korporacji medialnej jest gdzieś zaraz za uzależnieniem się od heroiny na liście rzeczy które chciał bym zrobić i myślę że miało by mniej więcej takie same efekty na naszą działania rozwojowe. Jestem pewien że na początku wszystko wyglądało by wręcz wspaniale, szybki rozwój i wszyscy byli by szczęśliwi. Potem pieniądze się kończą i już nie jesteśmy w stanie funkcjonować. W tym momencie wszystko zaczyna się walić.
Chcę zaznaczyć, że nie jestem przeciwny płaceniu ludziom za pisanie kodu dla Indymediów, w żadnym razie. Na przykład nie miał bym nic przeciw jakiegoś rodzaju zbiórki publicznej tak jak zmag.org i płacenia ludziom za pracę z tej puli (albo przeznaczanie jej na nowy sprzęt, itd). Widzę też bazę kodu Indymedia jako coś co mogło by być powszechnie użyteczną rzeczą. Możliwe jest żebyśmy zaprojektowali nasz kod w taki sposób że był by atrakcyjny dla wielu ludzi którzy potrzebują dystrybuowanych stron(11) i użyli by tego kodu w swojej normalnej komercyjnej pracy. Ich zmiany w kodzie wrócą i zasilą bazę kodu (dlatego Drupal i Zope mają tylu współpracowników).
W oby wypadkach mieli byśmy chociaż jakąś kontrolę nad sytuacją, lepszą niż gdybyśmy ciągle składali wnioski o granty fundacji.
To co chciał bym zaznaczyć to że w tej sytuacji, długofalowo, płacąc pięciu czy dziesięciu geekom przez jeden rok nie wyciągniemy się z kłopotów – ich skala jest zbyt duża. Inteligentne użycie publicznie dostępnego kodu tworzonego przez tysiące czy dziesiątki tysięcy ludzi to jeden sposób na początek.
Lepsza organizacja naszych procesów rozwoju kodu (czego obecnie próbuje dokonać grupa imc-cms) też może w sporym stopniu rozwiązać problem niedokapitalizowania. Sieć paru dziesiątek zmotywowanych i dobrze zorganizowanych programistów ze wsparciem większej społeczności politycznie świadomych deweloperów otwartego oprogramowania dla których monopolizacja jest kwestią wolności może funkcjonować przez wiele lat i może być w stanie rzeczywiście czegoś dokonać. Mała grupa ludzi opłacanych z pieniędzy fundacji zapewne ukoi nas w poczuciu fałszywego bezpieczeństwa. Myślę że odpowiedź na problem zasobów jest polityczna i społeczna a nie ekonomiczna ponieważ niezależnie od tego jak dużej ilości fundacyjnych pieniędzy nie położymy rąk, zawsze będzie to ułamek tego ile korporacyjne olbrzymy są w stanie wydać na zakup jednej innowacyjnej firmy.
Inny problem, ten dotyczący standaryzacji de facto i monopolizacji przez firmy szukające zysku jest cięższy do rozwiązania. Częściowo pracuje nad tym Free Software Fundation: nowa licencja Affero Gnu Pulic License (AGPL) ustanawia że firma jak na przykład Google używając kodu AGPL musi publicznie udostępnić cały zmodyfikowany kod AGPL, coś co nie było wymagane w starszej licencji GPL w wersji 2.
Licencja AGPL pomoże trochę wyrównać szanse, zobaczymy więcej korporacyjnego kodu gigantów web 2.0(12). Nie zmieni to faktu że doświadczenie internetu większości ludzi odbywa się wewnątrz odpowiednika zamkniętych strzeżonych osiedli które są własnością największych korporacji medialnych na świecie. Oczywiście jesteśmy organizacyjnie poza tymi ogrodzonymi społecznościami (piszę organizacyjnie ponieważ podejrzewam że wielu ludzi działających w Indymediach w rzeczywistości używa korporacyjnych platform takich jak Facebook pomimo uważania tego za jakąś brudną tajemnicę). Pytanie jak mamy prowadzić interakcję z tymi ciężko bronionymi enklawami w internecie jest kluczowe bo tam żyje i pracuje większość światowej populacji internetu. Jeśli chcemy zmienić społeczeństwo musimy tą kwestię rozwiązać, albo nie będziemy już grupą radykalnych twórców mediów z zaawansowanymi technicznie platformami (którymi byliśmy w 2000-2003), staniemy się odpowiednikiem strony na Geocities(13) – zaginiona, samotna i wyglądająca podejrzanie. Swoją drogą może już czas zmienić biały tekst i czarne tło indymedia.org?
Problem pogarsza fakt, że wiele wolnych bibliotek(14) jest napisane po to żeby wpierać korporacyjne usługi. Na przykład, wewnątrz środowiska programowania którego używam (Ruby on Rails), jest 5 bibliotek dla Google Maps/Yahoo Maps/Geocoder.us/PostcodeAnywhere ale żadnej dla OpenStreetMap (jedyna porównywalna usługa niekomercyjna). Jako radykalny programista, co mam zrobić? Chcę dać możliwość zaznaczenia lokalizacji wydarzenia na mapie w kalendarzu wydarzeń który napisałem tak żeby ludzie mogli łatwo na nie trafić. Czy mam je zintegrować z Google Maps (co zajęło by około 5 minut), czy z OpenStreetMap (co zajęło by parę dni i tak nie działa równie dobrze co Google Maps)? To tylko mały przykład ale myślę że pokazuje jak wygląda praktyczna strona monopolizacji w usługach którą chce pokazać.
Myślę że w tymi miejscu może być konieczne żeby zaprezentować nasze wątpliwości tak samo do ruchu wolnego oprogramowania jak i postarać się przedstawić je szerszej publiczności zaczynając od naszych własnych użytkowników. Ludzie z Free Software Foundation to inteligentna zgraja, której skład często pokrywa się z naszym środowiskiem. Podczas gdy wielu z nich prawdopodobnie widzi “internet” (w przeciwieństwie do kodu na którym on funkcjonuje) jako przestrzeń wolną od polityki, podejrzewam że wielu z nich ma wątpliwości co do tego jak używany jest ich kod. Po poświęceniu dwóch dekad pracy na powiększenie wolności oprogramowania, wątpię żeby byli zadowoleni z faktu że jest ono wykorzystywane do usidlenia użytkowników sieci w zazębiającym się zestawie korporacyjnych monopoli które akurat używają wolnego oprogramowania.
Poza budowaniem współpracy i uświadamianiem musimy też rozwijać nasze alternatywy. Każdy kto jest tym zainteresowany powinien spojrzeć na działania grupy CMS Indymediów, które lista mejlingowa znajduje się pod adresem: http://lists.indymedia.org/mailman/listinfo/imc-cms
(1) globalne listy komunikacyjne sieci Indymedia, na których koordynowane jest działanie pomiędzy kolektywami i podejmowane są decyzje które mogą dotyczyć całej sieci
(2) IMC to skrót od Independent Media Center – centrum mediów niezależnych, w większości wypadków oznacza kolektyw prowadzący stronę Indymedia
(3) Drupal to CMS (system zarządzania treścią) – program obsługujący wyświetlanie dynamicznych treści (np. wiadomości) na stronach internetowych
(4) Data mining nie ma polskiej odpowiednika językowego – jest to proces przeszukiwania informacji zawartych w bazach danych, często publicznie dostępnych, mających uczciwe zastosowania jak i gromadzenie informacji na temat poszczególnych osób i kojarzenie informacji których sami mogli celowo nie ujawniać, trochę więcej http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksploracja_danych
(5) geek nie ma wygodnego tłumaczenia na polski, oznacza coś na kształt maniaka komputerowego – więcej na ten temat: http://pl.wikipedia.org/wiki/Geek
(6) “ruch wolnego oprogramowania” aka open source – ruch tworzący oprogramowanie i dzielący się jego kodem http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Wolnego_Oprogramowania
(7) oryginalnie undercapitalization podobnie do niedofinansowania ale chodzi też o ‘zasoby ludzkie’
(8) jest to główny element analizy mediów, “modelu propagandy”, autorstwa Chomskiego i Hermana
(9) amerykański/międzynarodowy pierwowzór polskiego serwisu wykop.pl
(10) (gromadzenie), w tym wypadku wyszukiwanie, publikowanie i ocenianie treści przez użytkowników, patrz wykop.pl
(11) istotną częścią wszystkich systemów Indymedia jest możliwość ich “dystrybucji” na wiele serwerów tak żeby duża liczba odwiedzających nie przeładowała serwera lub akcje policyjne nie były w stanie zamknąć wszystkich kopii strony
(12) kontrowersyjny termin ukuty jako określenie na wszystkie nowomodne serwisy ’społecznościowe’ patrz też http://cia.bzzz.net/grodzenie_wirtualnej_przestrzeni_kapitalizm_2_0
(13) dawniej popularny darmowy hosting (tak jak polskie republika onet.pl czy webpark wp.pl) obecnie synonim internetowej archaiczności
(14) napisanych przez kogoś innego fragmentów kodu których można użyć w swoim programie
powracam do swojego blogerskiego życia.
od powrotu do dublina prawie nie pisałem a zebrało się sporo. inne kwestie będą szły zaraz a z prywaty – ustabilizowałem się zawodowo tzn zdecydowałem się na podpisanie kontraktu z DCTV czyli dublińską telewizją społeczną (społecznościową?). i tak już głównie dla nich pracowałem jestem też członkiem spółdzielni która DCTV prowadzi; różnica taka że na najbliższe parę miesięcy pracuję przede wszystkim dla DCTV no i zarabiam 1/3 tego co pewnie był bym w stanie wyciągnąć jako freelancer ale zamiast pracować przy kapitalistycznym syfie pomagam budować model mediów który wolał bym widzieć po tym jak obecny się zawali (z lub i bez naszej pomocy). o samym DCTV myślę że napisze artykuł przy jakiejś okazji bo to naprawdę ciekawa inicjatywa.
w każdym bądź razie ostatnie dwa tygodnie intensywnie pracuje przy serii dokumentalnej na temat niepełnosprawnych jako dźwiękowiec, za jakiś miesiąc-dwa najprawdopodobniej zaczniemy zdjęcia do serii na temat edukacji społecznej (alternatywnej/wolnościowej) reżyserowanej przez Donnacha O’Briain (szacun) przy której mam być kamerzystą. Tak swoją drogą jak się uda to niedługo puszczę w sieć porządną kopie The Revolution Will Not Be Televised którego Donnacha jest autorem. poza tym robię dla DCTV research o którym jeszcze napisze w osobnym poście i jak tylko skończymy budowę studia będę też przy nim pracowało, w przerwach pomiędzy zdjęciami….
ciekawy wywiad na temat zamieszek w grecji
A małe sklepiki są bezpieczne?
- Tak. Zdarza się, że np. sklepiki, które znajdowały się między biurowcami z siedzibami banków są nietknięte, a banki doszczętne spalone. Mój sklep jest w centrum Aten, ale na bocznej ulicy. Jest bezpieczny.
Rozumie pani zachowanie tych młodych z zasłoniętymi twarzami, którzy podpalają i biją się z policją?- Tak, w greckim społeczeństwie jest zrozumienie dla ich determinacji. Jeśli chodzi o wandalizm, to wiadomo, że trudno go uniknąć kiedy ludzie wychodzą na ulice. Zamieszki to efekt wielkiej frustracji młodzieży. Młodzi nie widzą dla siebie przyszłości i nie godzą się, że rząd nie dostrzega ich dramatu.
wywiad potwierdzający to o czym pisałem w ostatnim poście o grecji, ciekawe czemu na stronie wybiórczej tak ciężko go znaleźć? najwyraźniej nie pasuje do kreowanego przez Agorę obrazu zamieszek… dobrze że w ogóle się pojawił a nie wylądował w koszu za niepoprawność ideologiczną.
wygrzebany life won’t wait, pełen wywiad; “Dlaczego młodzi palą banki“
grecja; zamieszki, rewolta czy powstanie
polskie media korporacyjne sypią nowymi wiadomościami na temat grecji; “Nastolatek w Grecji zginął od rykoszetu“, “Starcia na ulicach Aten podczas strajku powszechnego“, to tylko wyborcza ale i tak wszystkie piszą to samo i wszystkie są gówno warte.
z jednej strony jestem zażenowany faktem że dla polskich mediów linia obrony prawnika morderców jest godnym zaufaniem źródła. rykoszet czy nie rykoszet – oczywiście że policyjne testy balistyczne wykażą że policjant jest niewinny a karetki nie wezwali pewnie dlatego że wszyscy ilu ich tam było dwóch czy sześciu byli w szoku. przykłady kiedy policja robiła wszystko byle by przestępcy z jej szeregów nigdy nie zostali ukarani można by wymieniać latami ale jednym dobrym jest Michalis Kaltezas, 15 latek zamordowany przez policję w tej samej dzielnicy w 85. tamtego psa oczywiście też nie skazano.
w tej chwili stawka dla policyjnych/rządowych spin-doktorów jest większa bo liczą że podkopią pozycję moralną i społeczne poparcie dla ludzi walczących na ulicach.
z drugiej jestem świadom tego jak działają filtry modelu propagandy Chomskiego i Hermana, (lepszy, anglojęzyczny artykuł) i nie dziwi mnie że polskie media udają że nie widzą wspólnych akcji faszystowskich bojówek i policji czy działań policyjnych prowokatorów jednocześnie bezkrytycznie przyjmując wersję policji która jest tu stroną w konflikcie. równie dobrze PAP, wyborcza i cała reszta tej hołoty mogły by przedrukowywać oświadczenia greckiej policji. w przypadku polskiej już tak robili.
jeszcze parę rzeczy które chciał bym z siebie wyrzucić w tym zakresie;
- dwa dobre anglojęzyczne blogi z aktualnymi relacjami ‘na żywo’:
garizo.blogspot.com
occupiedlondon.org
- dwa polskie serwisu tłumaczące na bieżąco informacje z grecji
pl.indymedia.org
cia.bzzz.net
- dziś rano gadałem z ojcem i taki luźny cytat;
pamiętam jak w 82gim przemoczony [od armatek] i załzawiony od gazu wracałem ulicami a radio i telewizja już nadawały o walkach milicji z bandami wyrostków
(chodzi o rozruchy po delegalizacji Solidarności)
ironiczne że dawna polska opozycja świetnie sprawdza się w roli dawnego aparatu propagandy.
- nie jestem pewien na ile znane jest hasło “strategię napięcia” – “strategy of tension” – której klasycznym przykładem były zamachy we włoszech w latach 70 – “bomby Piazza Fontana” [ang] – zrealizowane przez włoskie (rządowe) tajne służby – rząd zamordował wtedy 17 a ranił blisko 90 własnych obywateli tylko po to żeby wywołać klimat bardziej sprzyjający ich walce z ruchem komunistycznym i anarchistycznym. w polsce każdy dłużej aktywny działacz ruchu anarchistycznego przyzwyczajony już jest do policyjnych prowokatorów przychodzących na spotkania czy demonstracje. w warszawie na demonstracji w 2005 pies rzucił kamieniem w okno tramwaju, całe szczęście w miarę pustego więc o ile mi wiadomo nic się nie stało.
jak to się ma do grecji? w obecnych zamieszkach oczywiście bardzo aktywni są anarchiści, nie jest to nic niezwykłego, prawdopodobnie zresztą stanowią znaczą część jeśli nie większość ludzi biorących w nich udział. to że podczas przemarszów anarchistycznych atakowane są banki, komisariaty policji, budynki rządowe (nie publiczne) oraz sklepy burżuazji, jest normalne, nikt nie próbuje twierdzić że tak nie jest. ba, w 25#innego świata był całkiem ciekawy artykuł opisujący podobne demonstracje anarchistów w Krynkach w 19 wieku. czego jednak żaden anarchista zdrowy na umyśle nie zrobi to atakowanie małych sklepów czy przechodniów. pomijając wszelkie inne względy moralne/etyczne po prostu działało by to na niekorzyść ruchu, dobrze o tym wiedza policyjni prowokatorzy dla których właśnie przechodnie, małe sklepy, budynki publiczne i inne tym podobne cele stają się głównym celem ataków. chodzi o podkopanie poparcia społecznego które w tej chwili jest bardzo duże. no chyba że pyta gazeta korporacyjna, ci zawsze znajdą poparcie dla swojej wersji.
- ostatnie w końcu odnośnie tytułu tego posta. media oczywiście przedstawiają to jako zamieszki (jak zawsze przedstawiały rewolucje tuby status quo), w praktyce obecne wydarzenia są co najmniej społeczną rewoltą
rewolta
1. «bunt przeciwko istniejącej władzy»
2. «sprzeciw wobec obowiązujących norm»
ale jeżeli wyłoni się przekaz polityczny czytelny nawet dla idiotów z mediów koporacyjnych będę skłonny do zgodzenia się z opinią Xaviera;
“Do ludzi płaczących nad tym, że spalono kilka samochodów i rozwalono kilka banków. To jest powstanie – jak jest powstanie to z czegoś trzeba robić barykady, jak latają koktajle mołotowa, to czasem coś przypadkowego się zapali. Grecja jest okupowana przez własny rząd i to jest powstanie przeciwko tej okupacji, a sprawa zamordowania tego chłopca tylko była iskrą.
Komu żal banków, które doją od ludzi kasę bez skrupułów? Komu żal komisariatów na których torturowani i poniżani są ludzie? Przystanków może być żal i przypadkowych samochodów, ale taka jest cena walki i zmiany tego syfu. W parlamencie się tego nie załatwi, więc trzeba to załatwić na ulicach. Miejmy nadzieję że im się to uda, choć siły są bardzo nierówne i szanse powstańców są małe. Ale kto nie próbuje ten nie zwycięża.”
obecnie jestem zdania że jeszcze nie jest to powstanie, chociaż jeżeli rząd zdecyduje się na wprowadzenie stanu wyjątkowego i wojska na ulice to jest to praktycznie pewne.
co się dzieje w irlandii?
przeglądam sporo polskiej prasy i cholera, czegoś mi brakuje…
…jest sporo o zatrutym mięsie, wiadomo, dramat godny rewolucji, ale jak można nie zauważyć 30 tysięcy ludzi demonstrujących w Cork czy 50 tysięcy demonstrujących w Dublinie?
chyba trzeba bardzo chcieć odwrócić uwagę od jakiegoś poważniejszego kryzysu…
…a tymczasem według relacji znajomych którzy mają zwyczaj oglądać telewizję i/lub słuchać radia coraz częściej w mediach pojawiają się głosy szkalujące “zdrajców” jeżdżących na przedświąteczne zakupy do (tańszej) irlandii północnej i wzywające do zwiększenia konsumpcji jako patriotycznego obowiązku…
chociaż jest w tym trochę racji – państwo i kapitalizm nie mogą bez siebie istnieć więc zapewne konsumpcja jest przejawem patriotyzmu…


