harce

harce 1. «swawolna zabawa» 2. «popisy zręczności i gonitwy w jeździe konnej» 3. «sz»

W obronie „kiluj” i młodzieży

with 3 comments

jeśli szukasz aktualnych informacji o akcji kiluj i serwisie redwatch kliknij tutaj i wybierz najnowszy post z mojego bloga albo wejdź na posta kiluj powraca

tekst jest odpowiedzią na tekst Moli który poszedł raczej „kanałami wewnętrznymi” ale zgodziła się na jego publikację; Kiluj, młodzież i polityka

Moli swój tekst zaczyna się od cytatu manifestu „kiluj.pl” – trudno by mi było się z nią nie zgodzić; tekst z perspektywy anarchistycznej, z perspektywy osoby zaangażowanej w oddolnych ruch społeczny postulujący radykalne zmiany jakim jest anarchizm sprawia okropne wrażenie, zniechęca i odrzuca.
Ale i trzeba oddzielić swoje oczekiwania od rzeczywistości do której się ustosunkowuje. Po pierwsze, osoby najwyraźniej z poza naszego środowiska podają nam pomocną dłoń w walce z faszystami*, robią to czego nie udało się nam zrobić w ciągu dwóch lat, przy czym pozyskują masowe poparcie dla nowej formy akcji bezpośredniej. Po drugie z treści manifestu jasno wynika, ba powiedziane jest to dosłownie, że ma przedstawić autorów jako „ostatecznie przeciętnych”, tak ażeby każdy się z tą akcją mógł identyfikować, żeby nikt nie mógł powiedzieć że nie zgadza się z jej postulatami czy poglądami autorów. Oczywiście „nikt” oznacza „nikogo” z politycznego mainstreemu, ale myślę że jest to kwestia prostej kalkulacji – ilu anarchistów(/ek), czy inszych socjalistów, homoseksualistów, innowierców i komuchów przeczyta ten tekst i poczuje się urażona? A ile z nich i tak weźmie udział w akcji? Trzeba przedstawiać równanie odwrotne?
Czy z takiej perspektywy „manifest” kiluj.pl jest bardziej akceptowalny? Dla mnie tak. Nie chce spekulować nad tym z jakich środowisk wywodzą się autorzy (autor, autorka?) akcji i choćby rzeczywiście było to ucieleśnienie młodego pro państwowego liberała – muszę go i jego akcję zaakceptować taką jaką jest. Poprę ją niezależnie od różnicy między moją i jego motywacją. Mamy wspólny cel, a co więcej jestem przekonany że korzyść z całej akcji jest większa dla nas (uczestników szeroko pojętego ruchu „oddolnego”) niż dla autorów akcji.

Moli pisze o akcji „kiluj” jako o przejawie bierności, „kliknę i poczuje się lepiej”. Zdążyliśmy już o tym porozmawiać i wiem że trochę zmieniła swój stosunek bo nie znała mniej widocznych efektów akcji.
Myślę że warto to przedstawić od końca: efektem akcji nie jest tylko potencjalne zablokowanie strony RW. Jest to wymuszenie na nich aktywności na polu na którym i tak słabo sobie radzą (inteligencja i nazizm raczej nie idą w parze co widać po ich strategii i działaniach), przede wszystkim jednak jest to wyciąganie gotówki z ich kieszeni – przeciętnego użytkownika sieci odpalenie „kiluj” nic nie kosztuje – nie ma limitów transferu. Ale jeżeli prowadzi się serwer to transfer (ilość wysyłanych i odbieranych plików) jest czymś bardzo istotnym. Z tego co widziałem na forum pojedynczy użytkownik kiluj może ściągnąć parę gigabajtów danych w ciągu doby, razy (miejmy nadzieję) rosnąca ilość użytkowników są to bardzo wymierne koszta. Są to pieniądze które nie zostaną przeznaczone na ich propagandę, na ich prawników, na broń której mogli by przeciw nam użyć na ulicach. Zobaczymy ich reakcję – czy ze względów propagandowych będą bronić strony czy w końcu poddadzą się ze względów ekonomicznych? Jak już wspominałem strategiczne myślenie nie jest mocną stroną więc spodziewam się że kiluj zostanie z nami na długo a stały rozwój naszych skryptów upewnia mnie w przekonaniu że nie mają szansy z nami wygrać, zresztą teoretyczna wygrana była by jedynie utrzymaniem status quo.

Istotniejszym aspektem są ludzie biorący udział w akcji. Oczywiście są to moje domysły, ale sądzę że dla większości nie jest to „kliknę i poczuję się lepiej”. Moli narzeka na brak aktywności ze strony młodzieży, ich brak zaangażowania, kreatywności. Tak jak i ty jestem świadom przepaści pokoleniowej między dziećmi lat 80 i 90. Ale staram się nie patrzeć na to nie jako ich winę. O ile my dorośliśmy w atmosferze nadziei i rodzącej się frustracji, ich ukształtowała pogłębiająca się apatia społeczeństwa. Uznając to ( oczywiście dyskusyjne, ale to tylko uproszczenie) stwierdzenie należy sobie ponownie zadać pytanie: spośród tych którzy nigdy nie musieli obawiać się faszystowskiego ciosu – ilu młodych jest dostatecznie zdeterminowanych żeby poświęcać godziny na trening; pójść na demonstrację specjalnie po to żeby bronić jej przed potencjalnym atakiem faszystów; zakryć twarz kominiarką i wystawiać się na zagrożenie po to żeby inni mogli bezpiecznie chodzić po ulicach? Ilu z nich kiedykolwiek usłyszało propozycję takiego działania? Ilu jest dostatecznie niezależnych żeby wybrać taką drogę bez kogoś kto wyciągnie do nich rękę, zaproponuje im taką drogę? Mam nadzieję że wszyscy zdają sobie sprawę że nie można od nich oczekiwać że będą tacy jak my i że widzicie jak inaczej brzmią te pytania.
Myślę że dla bardzo wielu ludzi kiluj to pierwsza akcja polityczna w której biorą udział. Zapewne wielu ludzi nie jest dostatecznie świadomych technicznie żeby wiedzieć że pogróżki nazistów dotyczące wykorzystania adresów IP to „pic na wodę”. Zresztą podejrzewam że sami naziści nie wpadli na to że zapis IP zawiera taż niemożliwe do wyróżnienia numery IP ich zwolenników („100.000 polskich narodowych socjalistów”! [sic!]) którzy padli by ofiarą ewentualnego odwetu :]. Nie jest też na 100% pewny status prawny akcji – według mojej wiedzy ataki typu DDOS (/DOS) czyli to co robimy są w Polsce legalne, ale mimo wszystko może być to sprzeczne z regulaminami dostawców łączy internetowych i ludzie się tego boją, tak jak i samego pliku (użytkownicy windowsa dalej muszą bać się wirusów). Uczestnicząc w akcji przełamują ten strach, być może dla nas niezrozumiały czy absurdalny strach w imię zablokowania strony nazistów.
Moim zdaniem należy ich postawę docenić. Dla mnie jest to wspaniały przypadek oddolnej aktywizacji społecznej, co więcej warto przywołać tu akcję Anonymouse – akcję internetową rozpoczętą przez hakerów przeciw „kościołowi” scjentologicznemu która ewoluowała i w końcu wyprowadziła ludzi na całym świecie na ulice (w pierwszym rzucie bodajże 7 tysięcy a następne będą większe) nagłaśniając i nadając kształt kampanii oporu przeciw tej groźnej sekcie. Myślę że podobnie i do nas prędzej dołączy „na ulicach” ktoś ktoś kto już raz postawił się nazistą w jakiś prostszy do „przyswojenia” sposób, niż ktoś kto nigdy nie pomyślał o jakiejkolwiek formie działania przeciw faszyzmowi.
Jeśli internet ma być pierwszą szkołą aktywności społecznej – czemu by nie? Winniśmy rozwój takiej tendencji wspierać, pielęgnować i uważać aby nie stał się też jej ślepym zaułkiem, ale to już kwestia naszego zaangażowania na tym nowym „froncie”.

Mam nadzieję że jest zrozumiałe iż nie utożsamiam działalności anarchistycznej z samy antyfaszyzmem, a służy mi on tu jako przykład i skrót myślowy.

*nie oburzajcie się burcząc coś o internetowym aktywizmie, przeczytajcie do końca.

Written by harce

25 Luty, 2008 @ 12:58

Odpowiedzi: 3

Subscribe to comments with RSS.

  1. […] W obronie “kiluj” i młodzieży […]

  2. Przeczytałam tekst Moli, przeczytałam Twój tekst, i zgadzam się, paradoksalnie, z jednym jak i z drugim.. oczywiście nie w 100%. :)

    Wg mnie tego typu akcje są jak najbardziej potrzebne, zresztą nie trzeba chyba uzasadniać potrzeby różnego rodzaju akcji bezpośrednich i ich ważnej roli w nagłaśnianiu różnych ważkich problemów. Z drugiej jednak strony, prezentowanie organizatorów akcji jako „szaraczków” wg mnie ma więcej minusów, niż plusów. Jak piszesz harce – zwykłemu użytkownikowi Internetu łatwiej się z szaraczkiem zidentyfikować. Wg mnie jasne, istnieje takie _prawdopodobieństwo_, ale za pewnik bym tego nie brała. Ot, ktoś postanowił sobie coś zrobić, może mi się to spodobać lub nie, mogę to olać, skoro nie jest to nikt specjalny, sławny, i tak dalej… Ale jeśli ten ktoś specjalnie ukrywa swoje prawdziwe poglądy (co wnioskuję po Twoim tekście) za obrazem „szaraczka”, to przyczynia się do utrwalania stereotypów odnośnie „radykalnej polityki”. Ot, lewacy, anarchole, feministki i pedały potrafią tylko głośno krzyczeć i wyciągać łapska po kasę. Nic sensownego nigdy nie zrobili! „Zwykli ludzie” potrafią więcej! Won!

    Moli ma rację odnośnie uspokajania sumienia poprzez tego typu małe akcje. Zrobię coś, kliknę tu, tam, coś jak pajacyk.pl i mam poczucie, że walczę z faszystami/głodem na świecie. Nie ma sensu więc rezygnować z mięsa i ograniczać konsumpcję czy komentować wyśmiewające Czarnych dowcipy kolegów w pracy, Przecież walczę, nie? Po co robić więcej?

    meba

    24 Marzec, 2008 at 10:44

  3. Harce – 100% racji.
    Nie wiem tez dlaczego takie „małe akcje” są widziane w tak bardzo binarny sposób – tylko jako uspokajające sumienie. Nie wiem, być może niektórzy zaczynali od organizowania antyszczytu albo wysadzając fabrykę papierosów, ale niektórzy może muszą np. najpierw kliknąć w tego pajacyka żeby za rok albo dwa pomóc przy organizowaniu food not bombs. Imho pomiędzy zerem a jedynka jest całe continuum różnych podejść do takiego działania.
    Nie wyjaśnia również Moli dlaczego decydując się na dosyć uproszczone, zerojedynkowe widzenie tego zjawiska, jako zero wybiera klikanie i wysłanie smsa za 3zł, a jako jedynkę działania bardziej aktywne, pikiety, etc. Dlaczego jedynka nie są hordy klikając w pusty brzuch pajacyka, a zerem hordy klikające w przycisk przełączający program w tv?

    QbaMiszcz

    24 Marzec, 2008 at 12:07


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: